Na koniec roku kupcie mi rajstopy w rzucik*



Ostatnio na grupie dla n-li angielskiego na fb rozwinęła się dyskusja na temat przyjmowania prezentów od rodziców i uczniów z okazji Dnia Nauczyciela, końca roku szkolnego, a nawet urodzin i imienin, jak się ze zgrozą dowiedziałam!!

Moje stanowisko jest następujące. Nie chcę żadnych prezentów. Ani kwiatków, ani czekoladek, nie mówiąc już o czymś grubszego kalibru. Jednak powiem Wam, że nie jest to niestety takie czarno-białe jakby się mogło wydawać, zresztą sami wiecie pracując w szkole.

Jest u nas jedna pani, której postawę podziwiam, bo ona od lat kategorycznie odmawia najmniejszego drobiazgu od uczniów, choćby to miała być stokrotka zerwana ze szkolnej działki. I co. Myślicie, że ktoś z rodziców i uczniów to respektuje? Co roku na Dzień Nauczyciela i koniec roku tabuny uczniów nadciągają z darami dla tej pani. Owszem, wyeliminowała wręczanie prezentów bardziej wartościowych niż kwiatek i czekoladki. Ale nawyku dawania właśnie owych nie jest w stanie wykorzenić, choć nigdy ich nie przyjmuje. Patrząc na to od drugiej strony można zauważyć, że i rodzicom, i uczniom jest przykro, że pani konsekwentnie odmawia przyjmowania dowodów wdzięczności. No i właśnie to jest ta szarość. Taka mentalność u nas, że mamy jako rodzice (nie wszyscy) nawyk i potrzebę wręczenia naszym dobroczyńcom jakiegoś upominku. I póki będzie popyt i raczej powszechna akceptacja tych prezentów, póty będzie podaż i ich wręczanie.

Wyciągając wnioski z obserwacji zaciętej koleżanki, dochodzę do konkluzji, że zwyczajny kwiatek i czekoladka to nie jest wielkie nadużycie, choć przyznam, że zawsze czuje się nieco niezręcznie przyjmując te podarunki (po pierwsze mnie zwyczajnie krępuje dawanie prezentów za coś, co wykonuję jako swój obowiązek, a po drugie nie chcę nikogo urazić odmową) i czułabym się bardziej komfortowo, gdyby po prostu ich nie dawano. Jakiś zakaz czy coś. Ale nie walczę z tym.

Zupełnie inna kwestia to dary o wartości bardziej namacalnej. W zeszłym tygodniu dowiedziałam się, że podobno u nas w klasach 1-3 obowiązuje następujący schemat: na koniec pierwszej klasy kosmetyki, na koniec drugiej bodajże coś z ubioru, a na koniec trzeciej - biżuteria. Nie wiem, czy to powszechne u wszystkich naszych pań z 1-3, ale co najmniej dwie wcale się z tym nie kryją.
Takim praktykom mówię stanowczo nie. Jest to dla mnie duże nadużycie i wykorzystanie naszej pozycji. Zdecydowanie protestuję i nie pozwoliłabym sobie na akceptację jakiegokolwiek takiego prezentu. Niedopuszczalnym jest dla mnie wybrać sobie coś z listy zaproponowanej przez rodziców czy w jakikolwiek inny sposób zasugerować im, że taki dar jest mile widziany. Nieważne czy to koniec roku, czy koniec szkoły. Uznaję taką postawę za nieetyczną. Nie spodoba się to pewnie wielu osobom, ale powiem wprost: prezent tego typu trąci mi mocno łapówkarstwem. Nawet jeśli intencje rodziców są inne (bo powiedzmy sobie szczerze, że to zwykle nie z inicjatywy uczniów). Perfumy, biżuteria, elementy garderoby to dla mnie prezent z gatunku zbyt osobistych - po prostu niestosownych.
Jeśli przyjmujemy taki prezent na koniec roku, ale nie na koniec szkoły, nauczyciel może czuć się zobligowany do łagodniejszego traktowania ucznia (mówię tu o prezencie od jednego ucznia). W jakimś sensie staje się on dłużnikiem obdarowującego. Takie jest moje odczucie.

Ale pomarzmy chwilę, że faktycznie możemy oczekiwać prezentu od rodziców i uczniów na koniec roku ehhh ....

Oto moja wishlista:







1 - kolorowe pisaki do białej tablicy, nie tylko standardowe czarne + czerwone + zielone + niebieskie. W Ikei jest ciekawszy kolorystycznie zestaw: zamiast niebieskiego jest żółty. Mała zmiana, wielki efekt.
2 - zapas kolorowych długopisów, zwłaszcza czerwonych i zielonych do uzupełniania dziennika.
3 - marzę o pisakach kredowych do czarnej tablicy! Takie w kolorach tęczy usatysfakcjonowałyby mnie :)
4 - no oczywiście kolorowe tusze do drukarki. Czarny też!
5 - pieczątka do stemplowania zadań domowych i prac pisemnych
6 - ta koszulka to moje duże pragnienie. Lubię takie ironiczne przesłania
7 - DUŻO papieru do xera
8 - i DUŻO folii do laminarki
9 - kolejna gra Cariboo, cały czas marzę, że kiedyś się zjawi na allegro.
10 - i kolejne Hullabaloo, żeby więcej uczniów naraz mogło się bawić
11 - tego Cranium Cariboo Islandjeszcze nie mam w swoich bogatych zbiorach. Poluję na tę wersję, czuję, że to hit na miarę Cariboo.


I na koniec...


ZAPAS CHIPSÓW OCTOWYCH!!! Mogą być Pringlesy, mogą być chipsy z Tygodnia Brytyjskiego w Lidlu, mogą być Kettlesy (10x150g mnie usatysfakcjonuje ;))

Czekam na Wasze pomysły do naszej nauczycielskiej listy!!


------------------
* to tekst mojej wychowawczyni w liceum, która głęboko rozczarowana rzuciła hasłem 'tylko tyle???' gdy została obdarowana różą na Dzień Nauczyciela. Potem poinstruowała nas, jakie rajstopy chciałaby od tej pory dostawać na wszystkie okazje. Kolor, wzór, rozmiar, marka - wszystko. I faktycznie dostawała od nas te rajty.




Komentarze

  1. Taksówkarzom, kelnerom i fryzjerom napiwek, a nauczycielom kwiatek. Taki los ;-)
    A i rodzice, i nauczyciele są różni. Jedni chcą dawać/brać więcej, drudzy myślą, że wypada, trzeci chcą się podlizać, a jeszcze inni nie wiedzą, jak odmówić...

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam dostawać kwiaty. Wiem, że dostaję kasę za swoją pracę, ale kwiatek (choćby zerwany w polu), wymiętolona laurka czy wysmarowan potret - uwielbiam i nie widzę nic niestosownego. Sama chętnie daję kwiatkowe lub słodkościowe upominki moim nauczycielom (nawet teraz, ucząc się francuskiego). Jak kogoś doceniam i lubię, to daję drobiazg w ramach uzanania i podziękowania, nawet ze świadomością, że przecież płacę za te "usługi".
    U mnie w szkole klasy szóste składają się na koniec roku na prezent dla szkoły (p. porządne radio, czy coś rzeczywiście przydatnego). Rozumiem, że dzieci (rodzice czy klasy) chcą się odwdzięczyć na koniec szkoły, ale nie rozumiem wielkich podarków, wish lists czy temu podobnych praktyk.. biżuteria, sprzęty AGD??
    Ciekawam, Aniu, która Pani jest taka konsekwentna w soim postępowaniu... Dawniej nie przyjmowałam żadnych wyściskanych żelek w pięści dzieciaków, ale teraz przyjuję, nawet jakbym miała potem cichaczem wyrzucić, bo widzę, jak tym maluszkom jest przykro, gdy odmawiam - grzecznie, stanowczo, podając rzeczowe argumenty. Dzieci tego nie rozumieją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu pomyśl chwilkę ;) Dziwię się, że nie pamiętasz!

      Usuń
    2. Ja też lubię dostawać kwiaty czy czekoladki. Jasne, uczenie to moja praca, ale nie raz robię wiele, wiele, wieeeeeeeeeele wykraczających poza moje obowiązki rzeczy - oczywiście mówię o działaniach na terenie placówki, związanych z tym co się tam dzieje/ma dziać, nie o siedzeniu w domu i przygotowywaniu zajęć :P I niby to też moja praca, ale nie do końca... Po prostu wychodzę często z inicjatywą, spędzam weekendy, a nawet noce (tak, tak zdarzyło się) w przedszkolu, by dzieciom było fanie. I ja czuję się fajnie jak ktoś to docenia. Myślę, że większość osób, które ze mną pracują mają podobnie - naprawdę dają z siebie na maksa dużo, a kwiatki czy czekoladki to taki wyraz wdzięczności rodziców za to, że tak a nie inaczej zajmujemy się ich dziecmi. Niemniej jednak nie uważam tego za normę czy obowiązek któregokolwiek z rodziców! Ale jeżeli się zdarzy nie mam poczucia, że mi się to nie należy i powinnam odmówić...

      Usuń
  3. Jako rodzic mogę powiedzieć tylko jedno. Po całym roku opieki nad moim dzieckiem i nauce należy się nauczycielowi kwiatuszek czy czekoladki. To jest tylko kropla w morzu tego co Państwo robią. Nie mówię tu o drogich prezentach i jakiejś formie przekupstwa, ale zwykłej wdzięczności za ciężką pracę ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. co szkoła to obyczaj. ja chodziłam do liceum Żeromskiego w Warszawie - u nas wychowawczyni WYMAGAŁA abyśmy co miesiąc wpłacali do skarbnika po kilkanaście zł i kupowali nauczycielom prezenty z okazji IMIENIN. ponadto byliśmy zmuszeni do wpłacenia większej kwoty na początku roku (coś pomiędzy 200-300 zl) na komitet rodzicielski - po kątach mowiło sie, że pieniądze były przeznaczone na podwyżki. w kazdym razie my nie mieliśmy z tego tytułu żadnych benefitów. patologia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z wish listy najlepsza szóstka! Siadaj jedynka jest rewelacyjna - mam z tej serii ale bluzę, która znalazła kiedyś moja dyrektorka jak przeglądała jakieś strony :D kupiłam sobie i miałam ją już kilka razy w pracy ;)
    btw świetnie się czyta Twojego bloga, trafiłam na niego niedawno szukając jakiś inspiracji, ale tak się wczytałam, że z inspiracji nici, ale nieźle się uśmiałam przy niektórych Twoich wpisać :) na pewno będę tutaj częściej zaglądać ;)

    Izydorek

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz