Cranium CARIBOO





Tę grę kupiłam jako jedno z moich ostatnich Craniów, właściwie na siłę, bo przecież miałam już kilka innych.

Na początek bad news: BARDZO CIĘŻKO DOSTAĆ TĘ GRĘ. Mam na myśli allegro. Właściwie to widziałam ją tylko raz, i od razu zgarnęłam, choć wtedy nie wiedziałam jeszcze do czego może mi się przydać. Teraz też czaję, bo chcę sobie dokupić jeszcze jedną. Może się kiedyś pojawi.
Jest za to dostępna na amazonach. Kolejna zła nowina to taka, że nie jest wznawiana produkcja tej akurat odmiany Cranium - wszystko co krąży po rynku to stare egzemplarze, a na nowe na razie nie ma co liczyć. W związku z czym ceny gier, chociaż to używki, pną się w górę. Choć akurat ja kupiłam za bezcen, a to dlatego, że jej potencjał w Polsce jest jeszcze nieodkryty ;) Mam misję wprowadzenia jej pod strzechy nauczycieli tu w PL :)
Myślę, że najłatwiej ją będzie znaleźć podczas pobytu w UK w charity shopach czy oxfamach.

Przyszła do mnie w zeszłym miesiącu. Szybko została zeksplorowana i od razu się spodobała:












Ale tak właściwie to nie do końca wiedziałam, jak ją wykorzystać na angielskim w szerszym stopniu niż to, co oferuje wersja fabryczna. Która nawiasem mówiąc nie jest przeznaczona do nauki angielskiego dla non-nativów. Jest adresowana do nativów w wieku od lat 3 i ma na celu naukę liter, cyfr, liczenia w niewielkim zakresie i kolorów.

Gra składa się z:

- pudła z drzwiczkami

obrazki made by Rubella, tutaj do nauki przymiotników

- klucza do tych drzwiczek






- 6 piłeczek, na które całe życie mówiłam 'kangurki', a jak się naprawdę nazywają to nie wiem


nadgryzione zębem czasu, ale nie ma to żadnego wpływu na grę, poza tym łatwo dokupić nowe


- dwóch zestawów kart (advanced i beginner) - kwadraty wsuwa się w drzwiczki na pudle, a prostokąty to zadania, np. prostokąt z literą A oznacza, że odnajdujemy taką literkę na jakimś kwadracie na drzwiczkach, podobnie z kolorami i liczbami. Prostokąty nie zawsze są potrzebne do zabawy, a przynajmniej nie do każdej, o czym napiszę niżej.


beginner


advanced


- oraz szkatułki na skarb - szkatułka właściwie jest na stałe przyczepiona do pudła gry z drzwiczkami. W szkatułce mieści się 'brylant' (w domu z synkiem w wyniku fascynacji Hobbitem nazywamy go Arcyklejnotem)







cały sekret tej gry tkwi w tym, że brylant jest wymienialny na skittlesa lub m&m'sa :D



pusta szkatułka


Schemat zabawy / gry jest bardzo prosty. Przed grą zamykamy wszystkie drzwiczki i przez trzy otwory u góry wrzucamy kangurki jak popadnie. Jakoś się ułożą pod tymi drzwiczkami, za każdym razem inaczej, jest to nie do przewidzenia. Uczeń rozwiązuje zadanie, otwiera drzwiczki





 i patrzy, czy pod spodem w otworku nie ma piłeczki:



tu widać dwie piłeczki pod różnymi drzwiczkami


Jeśli jest, to wrzuca ją do rynienki po prawej stronie pudła. A jak nie ma, no to cóż - taki lajf. Gdy w rynience jest już wszystkie 6 piłeczek, wtedy 'w magiczny sposób' otwiera się szkatułka i można zabrać klejnot.

Najlepiej rzecz jasna grać w kilka osób. Gra jest świetna i pełna emocji, bo nieprzewidywalna. Wygrywa ta osoba, która wrzuci ostatnią piłeczkę do rynny. Nie muszę Wam mówić, że zamiana arcyklejnotu na skittlesa czy m&m'sa to +100 do funu ;) I każdy chce grać.

O innym niż autor miał na myśli zastosowaniu tej gry dowiedziałam się po wpisaniu w pinterestową wyszukiwarkę hasła Cranium Cariboo. Okazuje się, że jest bardzo popularna pośród speech therapistów w US i UK. Przygotowują oni swoje własne sety kart i dopasowują do potrzeb swoich uczniów. W ten sposób można ćwiczyć praktycznie wszystko.

Ja też postanowiłam zrobić własne zestawy i wykorzystać w nauce. Sprawdziłam na synku - zrobiłam zestaw polskojęzyczny z literkami i kolorami - okazał się sukcesem, zwłaszcza dzięki nagrodzie. Dla swoich czwartoklasistów przygotowałam zestaw z przymiotnikami.

Nie mam kolorowego tuszu w drukarce, więc po wydrukowaniu koloruję obrazki i laminuję.
Jest 15 drzwiczek, więc przygotowałam 15 obrazków i napisów do nich:


podpisy, ale nie wszystkie, bo przygotowałam 15 kart





Graliśmy na kilka sposobów:
- mówiłam polską nazwę, uczeń wskazywał kartę i nazywał po angielsku - jeśli dobrze, to mógł otworzyć
- tak samo jak powyżej, tylko na odwrót
- opisywałam obrazki po ang, uczniowie wskazywali na odpowiedni
- tak samo jak powyżej, tylko uczniowie sami opisywali
- wymieniałam przymiotnik, uczeń musiał otworzyć okienko z jego przeciwieństwem
- uczeń opisywał obrazek dla osoby siedzącej po prawej stronie

Na wyższych poziomach postopniujemy sobie przymiotniki.

Teraz jestem w trakcie przygotowań kart z jedzeniem dla klasy drugiej. Będziemy ćwiczyć podobnie jak powyżej - poza przeciwieństwami, a do tego też struktury I (don't) like, Can I have...?







Na stronce teacherspayteachers zakupiłam też zestawy kart do książeczek angielskojęzycznych, do nauki zaimków, słówek pytających itp. To niewielki koszt, a poza tym już teraz wiem jak samodzielnie tworzyć zestawy do innych książek czy zagadnień gramatycznych, bo zainspirowałam się tymi gotowymi materiałami.

Do obu tych wersji nie mam kart prostokątnych, które widać na zdjęciach z gotowymi kartami fabrycznymi. Nie są po prostu potrzebne.

Gra ma efekt zmuszający do mówienia, jak żadne z innych narzędzi, które do tej pory stosowałam. Nie wiem, czy to z powodu łakocia w szkatułce czy czego innego, ale odzywają się nawet te osoby, którym zwykle jest wszystko jedno. Do tego gdy uczniowie są już zaznajomieni z regułami, mogę ich spokojnie zostawić z grą, a sama zająć się czymś innym na lekcji, gdyż są same dla siebie bardzo surowymi - ale sprawiedliwymi - sędziami, nie przymkną oko na błędy - żeby otworzyć drzwiczki, trzeba być idealnie poprawnym. Tylko najlepsi zdobywają klejnot, cóż ;)

W czwartej klasie gramy w nią na przykład na lekcji pt. poprawa sprawdzianu - dzieci, które poprawiły swoje zadania (a dla każdego mam indywidualnie dobrane na podstawie performance'u na teście) lub nie poprawiały, bo nie miały czego - siadają z tyłu klasy i grają. Kto skończy, dołącza się. Ja w tym czasie pomagam tym, które nadal pracują.


Podsumowując - POLECAM CAŁYM SERCEM. Jeśli jednak pojawi się na allegro, to wiedzcie, że będziecie mieć silną konkurencję, bo nie odpuszczę i muszę sobie sprawić jeszcze jedną ;)


...........
EDIT 22nd May: TADAM!!!! Jak zagrać w Cariboo, gdy się nie ma Cariboo!! ;)



Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Haniu, przygotuj się na zaciętą licytację ;)

      Usuń
  2. Brzmi kusząco, ale wyobraźcie sobie, że ja postanowiłam przez chwilę chociaż NIE kupować ;) Naprawdę tonę w materiałach, a niektórych z nich jeszcze nie użyłam albo użyłam może raz - stwierdziłam, że to dowodzi, że wcale tak bardzo nie potrzebuję kolejnych nowych rzeczy (na razie... w lipcu jade do NYC, o matko... już się boję - czy mi się w ogóle zakupy zmieszczą w bagażu? :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Ci tego New Jorku... Też bym miała ten sam dylemat - co kupić, żeby nie płacić za nadbagaż? Czekam na wpisy na blogu i foty na insta!! (a zdradzisz z jakiej okazji tam jedziesz?)

      Usuń
    2. Jedziemy po prostu w celach turystycznych :) A akurat teraz, bo korzystamy z okazji, że mamy się u kogo zatrzymać :)

      Usuń
  3. A czy Pani podać jakie konkretnie karty Pani kupiła z teacherspayteachers ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wpisz w wyszukiwarkę na teacherspayteachers cranium cariboo. Ja kupiłam zestaw z the very hungry caterpillar i Cariboo Companion for Language RTII.

      Usuń

Prześlij komentarz