Rady dla nowych nauczycieli. Część I






Jakiś czas temu dostałam mejla od Czytelniczki z prośbą, abym przygotowała parę wpisów dla zupełnie zielonych nauczycieli. Miałyby dotyczyć ogarnięcia się w pierwszych tygodniach pracy w szkole. Sama niedawno zaczynałam pracę, ale powiem Wam szczerze, że niewiele pamiętam z moich początków. Mam w związku z tym prośbę, abyście uzupełnili moje wpisy komentarzami pod spodem. Tak szybko wszystko zmienia się w szkolnej rzeczywistości - przepisy, podstawy, że na pewno przez ostatnie siedem lat trochę rzeczy mogło ulec zmianie. Postaram się dotrzeć do źródeł i przepisów, ale poprawcie mnie, gdybym się gdzieś pomyliła.

Będę całą rzecz opisywać z mojej perspektywy, a więc pamiętajcie o specyfice pracy w dużej szkole, gdzie jest wiele klas w danym roczniku i i kilkoro nauczycieli angielskiego.

No to zaczynamy!

Na początek przykra informacja to taka, że zapewne będziecie musieli przyjść do pracy już w sierpniu. U nas na przykład spotykamy się już tydzień przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego (TO JUŻ ZA 3 TYGODNIE ŁO MATKOOO!!!!!). Pierwszego dnia jest konferencja, zwykle długa, gdyż dowiadujemy się o organizacji nowego roku szkolnego, terminach zebrań dla rodziców, dni otwartych, szkoleń i konferencji. Dostajemy kartkę z rozpisanym pensum. Plan lekcji jest u nas dostępny zwykle dopiero 1. września.

To dobry moment, aby zapytać o wszystko co Was ciekawi lub co do czego macie wątpliwości. Nie wiem jak to się ma do prawa pracy czy KN, ale przypuszczam że Wasza umowa o pracę zaczyna się z dniem 1. września, tymczasem Wy spędzicie w pracy już cały najbliższy tydzień, a to jeszcze dopiero sierpień. Nic Wam w tym względzie nie poradzę. Też tak miałam i zastanawiałam się, co wtedy, gdybym np. w trakcie wykonywania tych czynności przygotowujących do pracy na terenie szkoły uległa jakiemuś wypadkowi? Tzn. zapewne nic by mi nie przysługiwało: ani L4, ani odszkodowanie - bo przecież formalnie jeszcze nie nawiązałam stosunku pracy. Może ktoś z Czytelników orientuje się co wtedy??

No ale miejmy nadzieję, że nic takiego się nie stanie i możecie bez przeszkód pracować dalej. Jeśli pracujecie w szkole, gdzie już jest jakiś anglista, to dobrze byłoby go zapytać o podręczniki, czy zostały wybrane w czerwcu (powinny być) czy też nie. A jeśli jesteście w mniejszej szkółce i sami, i poprzedni anglista nie zostawił wytycznych co do kontynuacji, to macie wolną rękę i możecie sami wybierać. Jest to oczywiście bardzo trudne, gdy się nie zna dzieci i klas, ale musicie jakoś przejść przez ten absurd. O tym, jak wybrać podręcznik, a także recenzje trzech różnych do klas 1-3 przeczytacie TU i TU i TU i TU.

Załóżmy, że już macie podręcznik wybrany, czy też go Wam narzucono. Przysługuje Wam zestaw nauczycielski, tzn. przysługiwał bezpłatnie do 15 czerwca br. Teraz nie wiem jak to jest, na Fb koleżanka poinformowała mnie, że mimo że już było po 15 czerwca, to nadal otrzymała zestaw bezpłatnie, tak że jest światełko w tunelu.
O tym, jak otrzymać zestaw nauczycielski, Agata pisała tutaj, nie będę więc powtarzać. Było to aktualne, gdy zestawy były bezpłatne.
Zestaw można sobie też kupić. Potrzebujecie tylko ok. 500 zł na: podręcznik, ćwiczenia, TB, płyty dvd, pacynkę, flashcardy wordcardy i plakaty. Ewentualnie oprogramowanie do tablicy interaktywnej.

Pierwszego dnia dobrze by było pomyśleć też o stażu. Jeśli macie rozgarniętą dyrekcję, sama Wam o tym przypomni ale często jest tak, że może gdzieś jej to ulecieć - tyle rzeczy na początku roku szkolnego - dobrze jest pilnować tego samemu. Zwłaszcza, że czasu niewiele bo do 15 września (nie później niż 14 dni od rozpoczęcia zajęć) trzeba złożyć wniosek i 6 dni później plan rozwoju. Dyrekcja wyznaczy Wam opiekuna stażu, będzie to bardziej doświadczony nauczyciel, niekoniecznie anglista, nawet nie językowiec. Zwykle jest tylko życzliwym pomocnikiem nie wtrącającym się do niczego. Ja miałam kogoś, kto traktował tę funkcję z nadmiernym pietyzmem i napsuł mi mnóstwo krwi. Teraz w trakcie stażu na mianowanego mam za opiekuna panią wicedyrektor i luz bluz. Czego i Wam życzę.

-----------------

Zobacz też:
Porady cz. II
Porady cz. III
Rozkład materiału łopatologicznie

Komentarze

  1. U nas jest zwyczaj, że nowy nauczyciel "stawia" ciasto i kawę na konferencje;) Tak na przywitanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest to praktykowane przy awansach zawodowych i gdy nauczycielskie dzieci kończą naszą szkołę :) Niektórzy nowi nauczyciele też 'wkupywali się w łaski' ciastem, ale mnie to ominęło, bo zostałam przyjęta w środku roku szkolnego, akurat nie było żadnej konferencji, a jak w końcu ją mieliśmy, to już nie byłam taka nowa ;)

      Usuń
  2. A ja nie byłam na pierwszej radzie w sierpniu, bo nie miałam o niej pojęcia :D o tym, że dostałam pracę wiedziałam już w lipcu, ale nie przypominam sobie, żeby ktoś mnie poinformował o przychodzeniu wcześniej, więc zjawiłam się dopiero 1 września :)
    Nie wiem jak Wy, ale ja miałam poczucie, że młody nauczyciel musi się MNÓSTWO nauczyć: prowadzenie dobrze zorganizowanych lekcji, utrzymywanie dyscypliny, właściwy kontakt z uczniem (ja miałam tendencje do nadmiernego spoufalania się), praca papierkowa, udział w komisjach i dodatkowych wydarzeniach, właściwe relacje z dyrektorem, rodzicami, jakieś własne wewnętrzne niepisane zasady szkolne. Dopiero w 3 roku mojej pracy czułam się swojsko i pewnie w tym co robiłam. W ogóle, bardzo pozytywnie wspominam swoje początki - był to, jak na razie, mój najlepszy okres w pracy (z czasem było tylko gorzej :D). Poza samym pierwszym tygodniem - pamiętam, że pierwsze dni pracy były dla mnie tak dużym szokiem i wyzwaniem, że po kilku dniach przed pracą usiadłam i zaczęłam płakać, że sobie nie dam rady.
    A potem było już tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja od razu czułam się (ku mojemu zdziwieniu) jak ryba w wodzie i wiedziałam, że jestem na właściwym miejscu. Nie miałam problemów z adaptacją w miejscu pracy, z ogarnięciem wszystkiego - papierów, uczniów, rodziców...
      Nie wiem z czego to wynikało.

      Usuń
    2. Ja się czułam jak ryba w wodzie będąc w klasie przy tablicy - od pierwszej lekcji wiedziałam, że to jest moje powołanie :D
      natomiast długi czas miałam wrażenie, że jako nauczyciel mam do ogarnięcia tak wiele spraw, że sporo mi zajęło wdrożenie się do tego wszystkiego. I szczerze mówiąc, jestem osobą, która zwykle potrzebuje sporo czasu, żeby zaklimatyzować się w nowym miejscu, nawet jeśli lubię to co robię i czuję, że potrafię to robić dobrze.
      Inna sprawa to to, że (na szczęście/nieszczęście) jestem cholerną perfekcjonistką i zawsze chciałabym robić wszystko idealnie, więc tym bardziej każde nowe miejsce i zajęcie traktuje ze zbyt dużym zaangażowaniem.

      Usuń
    3. Perfekcjonizm to też moja wada...(zaleta?)

      Usuń
  3. Początki zawsze są trudne. Pamiętajcie, że wszystko jest dla Was nowe. Na pewno należy zapoznać się z dokumentami regulującymi pracę szkoły: m.in. przedmiotowy system oceniania, który powinien być zgodny z wewnątrzszkolnymi zasadami oceniania, regulaminem szkoły, statutem, regulaminem nauczyciela dyżurującego, czy KN. Na początku nowej pracy warto dowiedzieć się o pieniążki na start - wiem, że kiedyś coś takiego prosperowało - nie pamiętam jak jest teraz - najlepiej zapytać księgowej. Należałoby się zapoznać z podręcznikiem, z którego będą Państwo korzystać oraz z dziennikiem elektronicznym. Możliwe, że będziecie musieli jeszcze przygotować sobie rozkład tematów na cały rok szkolny (ja mam tak w swojej placówce). Jeśli od razu dostaniecie wychowawstwo (czasem tak się zdarza), do opracowania pozostaje Wam jeszcze tematyka godzin wychowawczych na cały rok szkolny.

    Początkujący nauczyciel od 1 września musi rozpocząć staż na nauczyciela kontraktowego - trwa tylko kilka miesięcy, więc powinno się jak najbardziej wykazać (a może na przyszły rok znajdzie się jeszcze trochę etatu). Trzeba wypracować sobie technikę pracy z uczniem - to co na studiach wykładają profesorzy sprawdza się tylko w niewielkim stopniu, a już na 100% nie nauczą Was jak mieć podejście do ucznia. Tego uczycie się już sami. Wypracujcie technikę szybkiego zapamiętywania imion - zdobędziecie duże uznanie dzieciaków, a przy okazji ich zaskoczycie. Nie możecie pozwolić wejść uczniom na głowę, bo z miejsca będziecie przegrani i nigdy nie zapanuje dyscyplina w klasie. Dzieciaki sprawdzają do ostatniego momentu na ile mogą sobie pozwolić i kiedy wyprowadzą nauczyciela z równowagi. Starajcie się, żeby jednak do tego nie doszło, ponieważ pokażecie swoje słabe strony, a dzieciaki szybko potrafią to wykorzystać.

    Z mojego doświadczenia - dobrze jest "być w temacie", czyli znać mniej więcej idoli dzieciaków (np. Dawid Kwiatkowski, Grubson, Justin, itd), portale społecznościowe czy inne, z których korzystają (np. FB, Instagram, itp), teraz dodatkowo doszło coś takiego jak Warsaw Shore - koszmarny program, ale warto wiedzieć, że coś takiego istnieje. Uważam, że ten program dla dzieciaków nie jest odpowiedni, ale oni to oglądają. Może, gdy zdobędziecie ich zaufanie, to trochę ich do tego zniechęcicie.

    I jeszcze jedno - konsekwencja przede wszystkim. Jeśli zadana była praca domowa - to na najbliższej lekcji trzeba ją sprawdzić, a nie ją odpuszczać. Jeśli odpuścicie, możecie być pewni, że na następną lekcję też jej (ani innej) nie zrobią. Jeśli umawiacie się z klasą na pracę klasową za dwa tygodnie, to za dwa tygodnie ona jest. (Czasem można pójść na ustępstwa, ale nie za często, bo dzieci będą to wykorzystywać i będą czarować, że na ten późniejszy termin na 100% się nauczą - a efekt jest taki, że tego nie robią). Trzymać się terminów.

    Postarajcie się zbudować zaufanie dzieciaków i ich rodziców. Często się uśmiechajcie, bo wtedy dzieci nie odstraszacie, a zachęcacie do pracy. Postarajcie się zauważyć każdego... Czasem kilka zamienionych słów z dzieckiem daje mu dużo sił i motywacji do pracy.

    Mam nadzieję, że to co tu napisałam będzie dla Was przydatne. Powodzenia na starcie...

    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję Moniko za Twój rzeczowy komentarz. Świetnie uzupełnia mój wpis i porusza też wątki, które przedstawię w dwóch kolejnych z tej serii.
      Co do pieniędzy na tzw. zagospodarowanie, to u nas w mieście przysługują po tym, jak się zda egzamin na kontraktowego, czyli w praktyce po pierwszym roku. Chyba tak jest wszędzie. Czyli jeśli ktoś zaczyna dopiero teraz, to musi poczekać rok :)

      Usuń
  4. O! Wpis kierowany między innymi do mnie :) Czekam na następny! I jeśli mogę... Zaczynam od września i muszę napisać program/rozkład materiału dla dyrekcji, a nie wiem jak to wygląda :/ W internecie też nie mogę znaleźć, jedynie te proponowane przez wydawnictwa książek- czy to takie coś powinnam stworzyć?
    Pozdrawiam!
    Karola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie i o tym! I to już niedługo.

      Usuń

Prześlij komentarz