Pomysły na początek roku szkolnego - klasa 1: lekcja 1 oraz przydatne linki

Let's face it - za 3 tygodnie będziemy się szykować do powrotu do pracy. Nie wiem jak wy, ale ja się bardzo cieszę!

Cóż zrobić z dziećmi na kilku pierwszych lekcjach, kiedy jeszcze nie wszyscy mają podręczniki, a po przeczytaniu (w starszych klasach) umowy przedmiotowej i WSO zostaje 30 minut do zapełnienia??

Powiem wam dzisiaj, co ja robiłam we wrześniu w różnych klasach. Tzn. skupię się na razie na klasie pierwszej, i to tylko na pierwszej lekcji, gdyż opisanie wszystkiego byłoby dłuższe niż Mur Chiński.

W zbliżającym się roku szkolnym mam uczyć wszystkie klasy 1-3 i jedną z przedziału 4-6, ale jeszcze nie wiem, którą. W zeszłym roku w starszych klasach, które uczyłam, czyli w szóstych, skorzystałam z tabelki, o której pisałam w tym poście. W tym roku chyba też tak zrobię, tylko będę musiała zmienić zdania na łatwiejsze, jeśli to będzie np. klasa 4.

W klasach pierwszych mam przygotowane 4 lekcje na tzw. okres bezpodręcznikowy. Dopiero po tych dwóch tygodniach zaczynamy uczyć się z podręcznika. Mieliśmy w tym roku zacząć "English Quest", ale wstrzymaliśmy się z tym jeszcze przez rok.

Uważam, że te pierwsze lekcje są bardzo ważne, zwłaszcza w klasie pierwszej, kiedy dzieci widzą nauczyciela po praz pierwszy. Jest to szansa, żeby od razu ustalić z nimi relacje (które niestety czasami dziwnie ewoluują w trakcie roku szkolnego). To będzie mój siódmy początek roku szkolnego. Wiem, że moje doświadczenie nie powala, ale coś tam już kojarzę po tych paru latach przepracowanych w szkole. Pozwólcie, że się z wami podzielę moim spostrzeżeniem. Mianowicie: to prawda, że należy uśmiechnąć się po raz pierwszy dopiero w okolicach Xmas. Świat się zmienia i dzieci też się zmieniają. Nie czas i miejsce aby dywagować tu teraz, czy to źle czy dobrze. W każdym razie ich zachowanie odbiega od zachowania pierwszaków jakimi my sami byliśmy (ja zaczynałam szkołę w '89, a wy??). Nauczyciel nie cieszy się już takim autorytetem jak niegdyś, zauważyłam, że zwykle wynika to z postawy rodziców. Zdarzają się coraz częściej dzieci bardzo "trudne w odbiorze", dzieci nie znające żadnych norm itd. i od pierwszej lekcji należy w pocie czoła budować swój autorytet. Wiem, że prawię komunały i wszyscy to wiecie. To tylko tak dla przypomnienia. W każdym razie, ja nie z tych, co to szczebiocą do dzieci; staram się być raczej surowa niż pobłażliwa. Przekonałam się, ze taka postawa bardziej popłaca.
Hmm, miało być o pomysłach na pierwszą lekcję, a ja tu pitu pitu.

Wracając do tematu posta - pierwsza lekcja to też okazja, żeby od początku wdrożyć dzieci do używania as much English as possible. Dlatego ten cykl lekcji obejmuje podstawowe słownictwo i frazy używane w klasie.

PRZEBIEG LEKCJI PIERWSZEJ:

1. Na początku siadam z dziećmi w kręgu, przedstawiam się, i pytam po angielsku każde z osobna jak mają na imię. Niektórzy umieją już odpowiedzieć pełnym zdaniem po angielsku. Gdy każdy się już przedstawi, próbuję na głos z pamięci odtworzyć ich imiona. Zwykle potrzebuję nazwać po kolei każde dziecko z 3 razy, zanim wszystkich zapamiętam. Dzieci lubią, gdy się mylę i gdy mogą mi podpowiadać.

2. Następnie dzieci siadają w ławkach, ja przedstawiam podręcznik i jasno mówię, kiedy zaczniemy z niego korzystać. Pokazuję, gdzie mogą trzymać książki w klasie, aby nie trzeba ich było nosić do domu. Proszę dzieci, aby wkleiły w zeszyt informacyjny karteczkę, na której piszę parę słów do rodziców - jak się nazywam, jakie są książki, kiedy mamy angielski, że książek nie trzeba nosić, i żeby wkleili dziecku z tyłu ćwiczeń dużą kopertę na umowę przedmiotową, WSO i różne wycinanki. To wszystko już zajmuje połowe lekcji.

3. Teraz uczę dzieci piosenki, którą zawsze będziemy się witać na początku.

4. Przy pomocy flashcards prezentuję dzieciom słownictwo: chair, desk, school bag, picture, window, door, board. Wykorzystując jakąś zabawę (np. Magic Eye), powtarzamy słówka chóralnie.

Zależnie od dynamiki, jaka panuje na lekcji, w różnych klasach w innych momentach wprowadzam jakąś prostą zabawę ruchową z piosenką. Najczęściej na pierwszy ogień idzie "Wind the bobbin up", gdyż jednocześnie jest to piosenka, która pomaga dzieciom w miarę cicho usiąść i zwrócić na mnie uwagę, a poza tym dzieci ją bardzo lubią i szybko łapią.





Ja śpiewam ją w leciutko zmienionej wersji:


Wind the bobbin up (x2)

Pull pull clap clap clap
Point to the ceiling
point to the floor
point to the window
point to the door
Clap your hands together one two three
Now sit down and look at me (czyli na nauczyciela:)

Na koniec żegnamy się po angielsku. Świadomie zrezygnowałam z piosenki na pożegnanie, gdyż zwykle nie ma już  na nią czasu po wytłumaczeniu zadania, wyjaśnieniu czegoś tam jeszcze i rozdaniu pieczątek za aktywność. Jest więc tylko goodbye.


A teraz obiecane w tytule posta linki:


Sparklebox przygotowało całe mnóstwo materiałów opatrzonych tytułem "Back to School"

Tu możecie znaleźć flashcardy do słówek, których możecie nauczyć na jednej z pierwszych lekcji.
A tu taka fajna karta przypominająca uczniom zasadę, aby  - zanim spytają nauczyciela, co mają robić - rzucili okiem na trzech innych uczniów. Może to nam pomoże i zaoszczędzi niekończących się tłumaczeń.
Jeśli nie czytaliście jeszcze tego posta, to teraz rzućcie na niego okiem. 


Do zobaczenia w kolejnych częściach!!



Rzućcie też okiem na sugestie na początek roku szkolnego w klasie 2 i 3 - klik

Komentarze

  1. Mam bardzo podobne podejście do pierwszych lekcji w klasach powiedzmy 0-2. Dobrze jest przyswoić słownictwo związane ze szkołą, zwłaszcza, jak nie jest to przerabiane w podręczniku. Ta piosenka końcowa przypomina trochę tekst "The Happy House song" z podręcznika "(New) Happy House".
    Zgadzam się również, co do budowania autorytetu, zwłaszcza w szkole państwowej. Tzn. każdy nauczyciel powinien mieć autorytet, ale w szkole państwowej trudniej go zbudować i utrzymać niż w małej grupie w szkole językowej. Zdecydowanie lepiej wspominam tych wymagających nauczycieli niż próbujących się zaprzyjaźnić, ale nie przekazujących wiedzy. Według mnie kluczowa tu jest konsekwencja, jeśli przedstawimy jakieś zasady - musimy się ich trzymać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że znów się zgadzamy :)
      Z "Happy House" nie miałam okazji pracować (raczej trzymamy się Macmillana w ramach podzięki za tablicę interaktywną).

      Usuń
  2. Jak przeczytałam o pierwszym uśmiechu w okolicach świąt, to sama do siebie się uśmiechnęłam. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kiedy Ty się uśmiechasz do dzieci po raz pierwszy? :)

      Usuń
    2. Nie mam takiego momentu. Po prostu staram się uśmiechać jak najczęściej. Jednak nie pracuję w szkole, tylko na świetlicy - i to nie przy szkole. Tu nowe dzieci nie pojawiają się tylko na początku roku szkolnego, ale również w trakcie niego. Np. w sierpniu przybyło troje nowych osób.

      Natomiast nie dziwi mnie Twoje podejście. W podobnej sytuacji zachowałabym się tak samo - najpierw ustalanie i przestrzeganie podstawowych zasad, potem czas na bliższe relacje.

      Usuń
    3. Specyfika Twojej pracy jest chyba troszkę inna i wydaje mi się, że jest to praca dużo trudniejsza i bardziej odpowiedzialna.
      Szanuję ludzi, którzy pracują w świetlicach i robią to z sercem.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Na pewno w trochę inny sposób buduje się autorytet, bo nie ma ławek i lekcji po 45 min. No i, tak jak pisałam, same dzieciaki się zmieniają dość często. Ale czy jest trudniej? Zapewne w jednych sprawach tak, w innych nie... Ale to chyba temat na długą dyskusję. :)

      Usuń
  3. Ja też szłam do szkoły w '89 :) i zgadzam się, z opinią, że z roku na rok dzieci są coraz „trudniejsze”. Co do pierwszaków ja w pewnym momencie miałam wszystkie pierwsze klasy a było ich dużo – od a do f, więc z zapamiętaniem imion nie było tak prosto. Najfajniej oczywiście pracowało mi się z dzieciakami, które uczyłam już w zerówce. Co do nowych to zaczynaliśmy wprowadzenia zasad obowiązujących na lekcjach oraz przedstawiania się od „What’s your name?” Była to zabawa w kole – łańcuszek każdy pytał kolejne dziecko. Bawiliśmy się też piłeczką, dzieci turlały do wybranej osoby (osoby nie mogły się oczywiście powtarzać i zadawały pytanie). Dobrym pomysłem jest też poproszenie dzieci o zrobienie z kartki stojących ozdobionych wizytówek z imieniem. Dzieci nosiły i stawiały je przed sobą, ułatwiało mi to pracę. Ja mam tak,że są uczniowie których imiona szybko zapamiętuję i takie, które w ogóle nie wchodzą mi do głowy :P
    Były też piosenki – hello, goodbye, oprócz tego wprowadzałam polecenia takie jak stand up, sit down, clap your hands, jump, turn around. I zabawy ruchowe z tym związane. Na kolejnych lekcjach powtarzaliśmy te rzeczy. Czasem, gdy zakup podręczników szedł opornie wprowadzałam podstawowe liczby lub kolory (większość dzieci miało już angielski, więc na ogół nie była to nowość) i proste zabawy z tym związane.

    OdpowiedzUsuń
  4. jaką piosenkę polecacie na powitanie ?
    Ja od dawna używam Hello Song z Cookie and Friends, jedyna piosenka która sama umiem zaśpiewać , reszta wyłącznie YouTube :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja śpiewam z dziećmi piosenkę, która jest proponowana przez autorów naszego podręcznika (Bugs World 1) - prosta, melodyjna i dzieci bardzo ją lubią.
      Jej text: Hello x3
      It's time for English now
      Hello x4
      It's time for English now

      Usuń
    2. Rubello, a jaka to mniej więcej melodia, tzn. czy jest podobna do jakiejś znanej, ja nie uczę z Bugs World a ta mi podpasowała tekstem :)

      Usuń
  5. Jakie to cudowne. A jaką grupą wiekową dzieci pracujesZ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w tym roku mam klasy 2-6. Pierwszaków nie ;)

      Usuń

Prześlij komentarz