Uważajcie na IATEFL!







Dzisiaj post z bulwersem. Subiektywny - dopuszczam do siebie fakt, że ktoś może mieć inne doświadczenia. Jestem też otwarta na dialog ;)

Wspominałam w moim ambitnym poście o tym, że postanowiłam zasilić szeregi tej elitarnej skądinąd organizacji, jaką jest Stowarzyszenie Nauczycieli Języka Angielskiego, czyli IATEFL.

Od zamierzeń przeszłam do czynów. Na stronie organizacji, oczywiście całej w języku angielskim była informacja 'jak się zrzeszyć". Była to wówczas stronka w starym wydaniu, obecna wygląda bardziej światowo. Celowo nie podaję linka, aby nie nabijać im statystyk dzięki mojej stronie - a co to zresztą za problem samemu sobie ją odnaleźć w internecie.

Wg info należało wpłacić 80 zł wpisowego i na maila napisać do IATEFLu, że się to zrobiło. Powiem Wam, że już ten pierwszy krok był ciężki do wykonania, bo chociaż styczeń tego roku dobiegał końca, na stronce cały czas wisiała informacja o wysokości wpisowego za rok ubiegły, tzn. 2014. Opłata jest ważna do końca roku kalendarzowego, nie przez 12 kolejnych miesięcy, tak więc najlepiej zapisać się w styczniu, żeby skorzystać jak najwięcej. Napisałam maila z zapytaniem, ile wynosi opłata za rok 2015 - oczywiście po angielsku, skoro cała strona w ten sposób jest prowadzona, nie chciałam wyjść na niedouczonego anglistę.

Po sześciu dniach otrzymałam odpowiedź z dobrą nowiną, że opłata nadal wynosi 80zł.

3. marca dokonałam wpłaty i wysłałam potwierdzenie przelewu mailem - wszystko nadal po angielsku of kors.

Minął jeden dzień, dwa, pięć, ... dziesięć... Dwunastego dnia nie wytrzymałam i napisałam maila z zapytaniem, czy wpłata została zaksięgowana - wszystko nadal po ang. W ogóle cała korespondencja była tylko po ang., więc już nie będę o tym wspominać. Otrzymałam odpowiedź jeszcze TEGO SAMEGO DNIA! Ale cóż z tego, skoro z informacją, że jeszcze nie otrzymano potwierdzenia z działu księgowości... Może to normalna praktyka, ale nie dziwi Was, że w 21 wieku 12 dni mija, a tu nikt nie dał rady jeszcze zaksięgować wpłaty? Po czyjej stronie leży wina? Bo chyba nie po stronie banku. Ale nie zdążyłam się zirytować (a właściwie tak szybką odpowiedź wzięłam za dobrą monetę), bo jeszcze tego samego dnia otrzymałam kolejnego maila, że moja wpłata jest potwierdzona przez dział księgowości. To miłe, przyznajcie sami. Dostałam też formularz aplikacyjny do wypełnienia - uzupełniony odesłałam tego samego dnia - czyli 15. marca 2015 roku.

Minął tydzień drugi, piąty... dwa miesiące (!!!). Ósmego czerwca uznałam, że już dosyć czekania. Mija pół roku mojego członkostwa (?), a jeszcze nic z tego nie wynikło... Po raz kolejny napisałam maila. Znów odpowiedź nadeszła szczęśliwie tego samego dnia - że oto moje konto, numer do logowania na rejestrację na konferencję IATEFL (jest niebawem w Krakowie, jak pewnie wiecie), jakiś tam kod itd. Ale wstrzymałam się z logowaniem, gdyż miałam na głowie tradycyjną gorączkę końcoworoczną. Dopiero dzień po moim mianowaniu - 10.07 - postanowiłam ogarnąć temat. Nosiłam się z zamiarem zapisania na tę konfę już od dłuższego czasu. Po pierwsze, jako członek (?) Iateflu mogłam to zrobić nieco taniej, po drugie szkoła miała środki na sfinansowanie mi części szkolenia.

Zaczęłam się logować przy użyciu danych z czerwcowego maila. I co?? Nie udało się. System nie rozpoznał mnie jako członka IATEFLu, w związku z czym zaczął naliczać pełną opłatę za konfę. Wzięłam wesję deluxe - z nocowaniem, bankietem, wyżywieniem - i tak bym musiała sobie to zorganizować - poza bankietem - a tak to miałam wszystko w jednym miejscu. Ale w tej wersji kwota za konfę wynosiła już około 700zł! Moja członkowska zniżka nie została uwzględniona, nie wiedziałam też, ile szkoła może mi zwrócić  - zaczęłam wątpić w sens tego przedsięwzięcia. Co nie zmieniało faktu, że byłam nieźle wkurzona, że wg systemu nie jestem członkiem.... Napisałam maila.

Ciekawi Was finał?



Nie ma finału. Na tym się skończyła korespondecja z IATEFLem. Nikt nie raczył mi odpisać do dziś. Poza tym, że nie mogłam się zapisać na konfę, nie mam też dostępu do żadnych materiałów dla zarejestrowanych członków.

W międzyczasie, ale to jeszcze przed tym 10 lipca, a po 8. czerwca, otrzymałam biuletyn konferencyjny i notesik. I to tyle w ramach wpłaty wpisowego. Jestem - nie jestem członkiem stowarzyszenia i nie zmieniło to kompletnie nic w moim życiu zawodowym.

A prywatnie się tylko powkurzałam.

Miejcie to na względzie przy zapisywaniu się do tej organizacji.





Komentarze

  1. Napisz do nich, że w związku z zaistniałą sytuacją żądasz zwrotu opłaty, ciekawe czy odpiszą :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze że o tym napisałaś, dla mnie to cenna informacja,
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja mialam podobne odczucia...w lutym chcialam sie zapisac ale na ich stronie caly czas widniala informacja dot. 2014 roku...pomyslalam...poczek az upgrade zrobia Po wyzej opisanych przezyciach widze iz dobrze zrobilam nie xapisujac sie do tejze organizacji. Tym bardziej ze konferencja w Krakowie nie kosxtowalaby mnie 700 zl a 1tys zl (doliczyc musze koszt paliwa, oplaty na bramkach autostradowych plus parking) Wychodzi pol mojej pensji...I to ma byc konferencja dla nauczycieli w Polsce???? Sorki ale to jest lekka przesada.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ania, a próbowałaś do nich dzwonić? wygląda na to, że mają jeden wielki burdel organizacyjny. a maila łatwiej zignorować niż dzwoniący telefon. ja bym zadzwoniła z grzecznymi pretensjami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Popieram! poęecz ich dalej, może faktycznie telefonicznie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz