5 pytań do Rubelli (czyli do mnie!)







Dziś po dwumiesięcznej przerwie wpis z cyklu "W 80 blogów dookoła świata". W tej edycji każdy z blogerów językowych odpowiada na 5 pytań, tematycznie powiązanych z tematyką bloga. Moje pytania są następujące:


1.  NAJBARDZIEJ ZASKAKUJĄCE DLA MNIE ODKRYCIE ZWIĄZANE Z WIELKĄ BRYTANIĄ

Jakoś gdy byłam w pierwszych klasach podstawówki na ledwo co uwolnionym z totalitarystycznych okowów rynku pojawił się wysyłkowy klub Świat Książki. Zapisali się m.in. moi rodzice i rodzice koleżanki, u której często bywałam. Od małego wykazywałam książkofilię. Lubiłam nie tylko beletrystykę, ale i encyklopedie, słowniki i różne albumy o bardzo szerokiej tematyce. No po prostu brałam wszystko, co mi wpadło w ręce bez wybrzydzania. W jednym z albumów u koleżanki o tematyce cuda i dziwy było ukazane Stonehenge. Zafascynował mnie. W życiu nie marzyłam, że tam kiedykolwiek się znajdę, nawet o tym nie pomyślałam, bo byłam wielką małą realistką. No ale minęło 20 lat i jednak los rzucił mnie dokładnie tam. No cóż... Inaczej to sobie wyobrażałam. Przede wszystkim nie było morza! Odkąd tylko zobaczyłam zdjęcie Stonehenge byłam tak pewna, że zostało ono zbudowane nad morzem, jak tego, ile mam palców u rąk. Wyobraźnia podsuwała mi obrazki huczącego wiatru, fal rozbijających się o białe brzegi Albionu, a nad tym niewzruszenie tkwiły te tajemnicze głazy delikatnie oświetlane przez blask księżyca... Rzeczywistość jednak jest dużo mniej romantyczna. Głazy są mniejsze niż sobie wyobrażałam. Do tego ogrodzone jakimś śmiesznym płotkiem i nie można podejść i dotknąć i poczuć tej kosmicznej energii - kolejne rozczarowanie... Poza tym mnóstwo ludzi - co jest w sumie oczywiste, ale oczami wyobraźni zawsze widziałam się tam zupełnie samą. Spacerującą między kamieniami. Hm.


mnóstwo ludzi i zero morza



może jednak kosmiczna energia zadziałała?




2. JAKĄ RZECZ Z WIELKIEJ BRYTANII WZIĘŁABYM ZE SOBĄ NA BEZLUDNĄ WYSPĘ I DLACZEGO?

Spodziewacie się jakiegoś tworu kultury wyższej? Książki czy kompozycji muzycznej? Rozczaruję Was i zdradzę Wam moją plebejską zachciankę. Chipsy octowe. Uwielbiam. Gdy w lidlu dwa razy do roku jest tydzień brytyjski, już o ósmej tam jestem i czatuję i kupuję na zapas! Niestety nie są dostępne w każdym lidlu. Wiem, że niezdrowe i że zapycham sobie żyły tłuszczami trans. Mam to głęboko gdzieś.


3. SŁOWO / WYRAŻENIE PO ANGIELSKU, KTÓRE TRUDNO PRZETŁUMACZYĆ NA POLSKI

Może Was ponownie rozczaruję, ale wcale nie zapodam jakiegoś och ach wyszukanego słownictwa. Słówko, które przedstawię należy do tych najbardziej podstawowych z podstawowych. To małe, skromne, a jakże potrzebne enjoy. No bo jak to przetłumaczyć? Ze słownika PWN-Oxford dowiemy się, że to  lubić / cieszyć się z czegoś / korzystać z czegoś, ale wszystko to takie niby. Ja z moją siostrą mamy od dawna swoje własne prywatne tłumacznie. Enjoy = rajcować. Do you enjoy such music? Czy rajcuje Cię taka muzyka? Przecież brzmi dużo lepiej niż: czy lubisz / cieszysz się z takiej muzyki?


4. TWÓJ NAJWIĘKSZY SUKCES ODNOŚCIE NAUKI ANGIELSKIEGO

Jest pewien wyczyn, z którego jestem dumna, choć jednocześnie muszę się przyznać do mojego niedouczenia. Otóż na początku 4 klasy LO mój poziom z języka oscylował gdzieś na poziomie A2/B1-  zdawałam starą maturę jeszcze, co ma pewne znacznie w tej historii. We wrześniu musiałam się zadeklarować, jaki poza polskim przedmiot będę zdawała pisemnie (matma była jeszcze wtedy nieobowiązkowa). Od razu odrzuciłam wszystkie ścisłe, w tym biologię, bo na tym polu jestem upośledzona w stopniu znacznym. Geografii, którą bardzo lubiłam, zdawać się wtedy pisemnie nie dało, nie wiem czemu. Z historii moja wiedza była x dążące do zera, w miarę jak oddalam się w czasie od ósmej klasy SP, kiedy to miałam ostatnią porządnie przeprowadzoną lekcję historii i czegokolwiek od nas wymagano. W liceum mieliśmy od historii bardzo miłego starszego pana o długich paznokciach, zwłaszcza u ostatniego palca; uczyć przestało mu się chcieć chyba gdzieś w latach 60.
Tak więc wyboru nie miałam wielkiego, bo pozostawał tylko angielski, który na starej maturze jeśli pisemnie, to zdawało się tylko na poziomie rozszerzonym i zapewniam Was, że dzisiejsze rozszerzenia do pięt tamtemu nie dorastają trudnością. Kto zdawał starą maturę, a potem uczył młodzież do nowej, ten na pewno dostrzega tę różnicę. Gdy we wrześniu zrobiłam (to za duże słowo, usiłowałam zrobić) przykładowe zestawy - a w roku 2000 nie były dostępne na wyciągnięcie ręki - mój performance oscylował gdzieś ok 20%, przysięgam. A nie zdawało się wtedy od 30% jak teraz! Tylko bodajże od 50%. Załamałam się z jednej strony, z drugiej wzięłam się do roboty. Mama zapisała mnie do jakiejś przypadkowej dziewczyny na korki (to była połowa września i już nie mogłyśmy wybrzydzać, bo wszyscy korepetytorzy pozajmowani) i powiem Wam, że to była najlepsza korepetytorka jaką miałam, a miałam ich wcześniej kilka. Trafiło się ślepej kurze ziarno. Potem przygotowywała mnie też do egzaminu do KJB. Na UŚ. Oprócz tego kupiłam Kalendarz Maturzysty (ktoś z mojego pokolenia pamięta to świetne hmmm.. repetytorium??)






i 3 roczniki starych arkuszy maturalnych wydawnictwa Omega (pamiętacie??). Zaznaczam, że wtedy każde województwo miało własne arkusze, nie były takie same w całej Polsce jak teraz, i jak dla mnie różniły się między sobą poziomem. Pamiętam, że najłatwiejsze były w świętokrzyskim. Bez nagrań, bo płyty CD były nowością, bardzo drogą, a kaset nie było. Aby poćwiczyć listening, musiałam sobie czytać tapescript z tyłu książki, hehe śmiechu warte. Dacie wiarę?? A teraz materiałów do słuchania multum, wystarczy tylko odpalić kompa (czy wspominałam, że nie miałam wtedy kompa, że o internecie nie wspomnę?), a jednak coraz liczniejsze rzesze językowych tumanów.
Moja korepetytorka dała mi jakiś ograniczony czas, już nie pamiętam teraz ile, po którym miała mnie wywalić, jeśliby nie było postępów. Zaczęłam się uczyć jak szalona. Po 4-5h dziennie, naprawdę! FCE Use of English V. Evans szybko znałam na pamięć, podobnie jak arkusze Omegi i Kalendarz. W marcu mieliśmy próbną maturę, którą zdałam na 3, co było w mojej sytuacji olbrzymim sukcesem. Wtedy sobie przypomniałam, że na maturze zdaję też polski. Dopiero wtedy troszkę zwolniłam z angielskim i zaczęłam uczyć się polskiego. Zdawałam też ustnie geografię. Egzamin był w piątek, a ja zaczęłam uczyć się dopiero w poniedziałek, i właściwie uczyłam się tylko 2 dni, bo trzeciego, dzień przed maturą z tej geografii rozbiłam okulary i dumałam pół dnia, co ja mam teraz zrobić u licha?
Wracając do angielskiego, zdałam pisemną na 4, ustną na 5 - do dziś nie wiem jak to możliwe, bo to była właściwie pierwsza sytuacja w moim życiu, kiedy rozmawiałam po angielsku na inne tematy niż wyuczone na pamięć dialogi. Po prostu zwykła swobodna rozmowa nt. Do czego można przyrównać ludzki mózg.
Miałam potem jeszcze parę językowych sukcesów, ale z tego jestem najbardziej dumna - że w 8 miesięcy z poziomu pełzającego wskoczyłam na mocne B2.

5. ULUBIONE MOTTO / CYTAT / POWIEDZENIE W JĘZYKU ANGIELSKIM

Jak się zapewne zorientowaliście, bardzo lubię Keep calm and carry on - za mnogość interpretacji. Można go dowolnie modyfikować i pasuje do wszystkiego. W oryginale było to hasło zagrzewające do walki, czy to na froncie, czy też w sposób bardziej pokojowy - w czasie II wojny światowej. Ciekawostką jest, że po wojnie szybko zostało zapomniane, a na nowo odkryto je dopiero w roku 2000. 



mój osobisty kubek i moja osobista podkładka ;)


------

Przygotowałyśmy wraz z innymi językowymi blogerami 10 pytań w powyższym duchu, dlatego na każdym blogu ta tytułowa piątka będzie się różnić. Zajrzyjcie jeszcze do:

Chiny:

Francja:
Madou en France: 5 pytań o moją Francję - http://zapistnik.blogspot.com/2015/01/5-pytan.html 
Love For France : Francja w pięciu pytaniach - http://loveforfrance.majakka.pl/francja-w-pieciu-pytaniach/
Francuskie i inne Notatki Niki - Pięć pytań do blogera - http://notatkiniki.blogspot.com/2015/01/piec-pytan-do-blogera-w-80-blogow.html 
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Pięć pytań do... - http://francuski-przez-skype.blogspot.com/2015/01/5-pytan-do.html
Uzależnienie od francuszczyzny 5 pytań i odpowiedzi, czyli odrobina ekshibicjonizmu... -http://aulnay-aulnay.blogspot.com/2015/01/5-pytan-i-odpowiedzi-czyli-odrobina.html

Holandia:
Język holenderski - pół żartem, pół serio: 5 pytań o Holandięhttp://jezykholenderski.blogspot.com/2015/01/5-pytan-o-holandie-odpowiadam.html
Kirgistan:
O języku kirgiskim po polsku: 5 pytań do blogera - o języku kirgiskim i Kirgistaniehttp://kirgiski.pl/2015/01/5-pytan-do-blogera-o-jezyku-kirgiskim-i-kirgistanie/

Niemcy:
Blog o języku niemieckim: 5 pytań do blogera.
Niemiecka Sofa: 5 pytań do... - czyli akcja "W 80 blogów dookoła świata"

Rosja:
Rosyjskie Śniadanie: "W 80 blogów dookoła świata" # 10  '5 ciekawych pytań do blogera'

Szwajcaria:

Wielka Brytania:
English with Ann: pytania do blogera czyli mój pierwszy raz http://english-with-ann.blogspot.com/2015/01/pytania-do-blogera-czyli-moj-pierwszy.html

Włochy

Wietnam
wietnam.info: W 80 blogów dookoła świata - 5 pytań do blogera http://www.wietnam.info/2015/01/w-80-blogow-dookoa-swiata-5-pytan-do.html



Może chcecie się dołączyć i od przyszłego miesiąca też pisać teksty w ramach naszej akcji? Piszcie na: blogi.jezykowe1@gmail.com lu wbijajcie na grupę https://www.facebook.com/groups/jezyki.kultura/
Zapraszamy wszystkich blogerów językowych!


Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha też biorę ze sobą jedzenie na bezludnej wyspę! :) widzę, że większość takich samych pytań wybrałysy.

    Co do "keep calm..." to oczywiście się domyślałam, ale na "enjoy" sama nie wpadłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Enjoy" nie pomyślałabym, ale faktycznie te najczęściej używane słówka czasem najtrudniej przetłumaczyć.
    Matura - jakbym czytała swoje przygody z tym egzaminem. Ja wprawdzie 4 lata później ale nadal była to stara matura. Poziom angielskiego w szkole - bez komentarza, do tego żaden inny przedmiot do zdawania pisemnie nie wchodził w grę ( na myśl o matmie cała się trzęsę), a wisienką na torcie była pani od j. angielskiego , która całą czwartą klasę starała mi się udowodnić, że nie nadaje się do zdawania angielskiego pisemnie. Jej mina jak przyszłam powiedzieć, że zdałam na 4 była bezcenna. Żałuję tylko, że potem nie poszłam na angielski tylko na polonistykę i moja droga do uczenia dzieciaków była pokrętna i prowadziła przez CAE i City and Guilds. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiedziałam, ze powiedzenie "keep calm..." ma aż tak długa historie ! Byłam pewna, ze wymyślił to jakiś spec od marketingu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przyszło mi na myśl enjoy, a jest dokładnie jak piszesz ;) Nieraz po prostu w tłumaczeniu 'lubić' coś się nie zgadza.
    Niestety zdjęcia zaburzają nam rzeczywistość, ja tak miałam z Panteonem, człowiek na człowieku i jeszcze rusztowania..

    OdpowiedzUsuń
  6. Historia o maturze bardzo mi się podobała. :-) Dla chcącego nic trudnego. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje wrażenia ze Stinehenge, to jakby moje wspomnienie z Carnac w Bretanii ... Te tłumy ... Złe trafiłam, bo sa tam tez spokojniejsze momenty :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, też mi się wydawało, że Stonehenge to nad morzem.. Chipsy octowe! Zapomniałam, że takie jadłam. Muszę zwrócić uwagę czy w "moim" Lidlu będą przy okazji najbliższego tygodnia brytyjskiego!

    Mnie również zaskoczyłaś mnie z historią wyrażenia "Keep calm..."!

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozbawiłaś mnie tym Stonehenge, a co do matury to chapeau bas! Enjoy - świetny pomysł, podkradam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiedziałam, że "keep calm.." ma tak długą historię! Ciekawe, kto je tak skutecznie odkurzył, bo sukces ma niebywały :) A "enjoy" uwielbiam i zgadzam się - nie ma dobrego polskiego odpowiednika, nie ma i już.

    OdpowiedzUsuń
  11. Też się zdziwilam "keep calm..." Zaraz sobie poszukam o tym więcej.

    A tak z innej beczki to znalazłam coś takiego w internecie http://www.amazon.com/Mini-Blank-Flash-Cards-Binder/dp/B00H1CPMXA i http://www.tokyopenshop.com/midori-mini-flash-cards-p-373.html#.VMfd1SwZ6Vc . Takie spięte kółeczkiem fiszki, widziałam je już w kilku anime i innych japońskich produkcjach i zastanawiam się czy natrafiłaś na coś takiego w Polsce. Strasznie mi się podobają. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Och, dziękuję Ci za "enjoy" - po szwedzku jest taki czasownik "njuta (av)", który ma bardzo podobne znaczenie i zawsze bardzo się męczę, próbując go wytłumaczyć kursantom. I najczęściej tłumaczę go jako właśnie "enjoy" :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz