Sequel do "What's the time, Mr Wolf?"

W naszej szkole dzieci wyjechały na zieloną szkołę i te, które zostały połączono w jedną zbiorczą klasę. Są tam dzieci z dwóch klas, które uczę. Ponieważ dzieci, które wyjechały nie mają tam angielskiego, wiadomo ze nie mogę robić nic dalej w książkach, bo jak wrócą to musieliby to nadrabiać. Dlatego musiałam zrobić coś spoza rozkładu materiału i postanowiłam utrwalić z nimi godziny przy pomocy znanej nam już książki.


Na początek przypomnieliśmy sobie książkę, tzn. przeczytałam ją jeszcze raz (w 3c ją czytałam wcześniej, a w 3a wcale). Wcześniej w domu przygotowałam sobie obrazki ze strony kizclub.





 Po przeczytaniu książeczki zaprezentowałam obrazki i napisy i nazywaliśmy wspólnie obrazki oraz określaliśmy godziny na zegarkach. Potem podzieliłam dzieci na dwie grupy. Było ich 13, a więc w jednej grupie było 7, a w drugiej 6 dzieci. Grupy następnie rywalizowały ze sobą w 3 konkurencjach:

1) Grupy pracują jednocześnie. Jedna dopasowuje podpisy do obrazków, a druga podpisy do godzin. Potem następuje zamiana. W międzyczasie zliczam punkty, przyznając po 2 za parę: podpis - obrazek i po jednym za parę: zegar - podpis.

2) Memory na tablicy. To dobra gra, jeśli nie wiemy co zrobić, a chcemy żeby coś zajęło nam sporą część lekcji, nie nudząc przy tym uczniów. Pasuje na każdy wiek i do każdej tematyki. W mojej modyfikacji jednocześnie można poćwiczyć liczby. Podzieliłam tablicę na połowy, na jednej przyczepiłam zegarki obrazkiem do tablicy, na drugiej podpisy do zegarków - treścią też do tablicy. Ponumerowałam zegarki 1-12,  a podpisy 13 - 24. Uczniowie, nadal w tych samych grupach, na zmianę podawali mi pary liczb (mówiąc liczebniki oczywiście po angielsku), ja odkrywałam, a oni decydowali, czy jest to para, czy też nie. Byli bardzo podekscytowani.

3) Ostatnią konkurencję zaczerpnęłam z tej książki


ze str. 43, ale lekko ją zmodyfikowałam, bo chciałam poćwiczyć też połówki godzin. Ułożyliśmy 12 krzeseł w kręgu. Wykorzystując podpisy do zegarków określiłam, które krzesło jest jaką godziną. Następnie z każdej grupy przychodziło po dwóch przedstawicieli. Jeden był długą wskazówką i stał przy krześle nr 12, a drugi miał się ustawić jako krótka wskazówka zgodnie z tym, co mówię. To było za jeden punkt. Potem tej samej parze podawałam godzinę połówkową za dwa punkty - wiadomo, długa wskazówka na przy krześle nr 6, a krótka pomiędzy dwoma krzesłami, zgodnie z podanym przeze mnie czasem. Pary miały po 5 sekund na ustawienie się. Było 5 kolejek, a potem zliczaliśmy punkty. Jeśli nie do końca rozumiecie moje instrukcje, odsyłam do wyżej wspomnianej książki. To ćwiczenie bardzo podobało się dzieciom, budziło mnóstwo ekscytacji.

Wygrała grupa druga z 50 punktami za wszystkie konkurencje, a grupa pierwsza zdobyła 49 punktów, tak że poziom bardzo wyrównany.
Całość zajęła mi dwie godziny lekcyjne. To ewenement w planie lekcji na tym poziomie, aby mieć dwa angielskie z rzędu, na szczęście miałam duży wpływ na plan lekcji w tej łączonej klasie (jestem zastępczym wychowawcą na czas zielonej szkoły) i mogłam troszkę pomanipulować godzinami.
Jestem bardzo zadowolona z dzisiejszej lekcji. Udało się zrobić coś ciekawego i dającego wymierny efekt bez użycia książek, zapisywania zdań itp. Oczywiście nie neguję tych metod i uważam, że jak najbardziej są potrzebne, ale jak widać nie zawsze konieczne, aby skonstruować i przeprowadzić ciekawą lekcję. Dzieci były bardzo zadowolone, mówiły mi po lekcji, że zajęcia im się podobały. Myślę, że trafiłam w różne gusta i tak modne obecnie różne inteligencje  - szczególnie kinestetyczną dzięki ostatniemu zadaniu.
Już nie mogę się doczekać kolejnego piątku, gdy będziemy mieć znów 2 godziny angielskiego!! Jeszcze nie wiem, co będziemy robić, ale na pewno zdam wam relację.

ZOBACZ TEŻ: "What's the time, Mr Wolf?"

Komentarze