'Neurodydaktyka' Marzeny Żylińskiej


O neurodydaktyce zrobiło się ostatnio głośno. Jest to coraz modniejszy obecnie temat na szkolenia dla nauczycieli. W szkole mieliśmy kilkugodzinne szkolenie na ten temat. Prowadząca wzbudziła we mnie zainteresowanie tą kwestią (bo wcześniej nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego) i postanowiłam trochę powęszyć i dowiedzieć się czegoś więcej. Tym sposobem trafiłam na książkę, którą dziś Wam przedstawię (w zarysie). Dlatego, że jest to chyba najbardziej podstawowa lektura, od której rozpoczyna się zgłębianie tego tematu.






Autorka książki, poza zainteresowaniami neuropedagogicznymi, jest też filologiem i wykładowcą w Kolegium Nauczycielskim, dlatego na pewno wie, jak wiedzę o neurodydaktyce zastosować w praktyce na lekcjach języków obcych. Jej bardzo ciekawe artykuły wywołujące lawinę komentarzy możecie poczytać tu: KLIK, gorąco zachęcam!

Z książki dowiemy się, jak proces uczenia przebiega od strony neurobiologicznej, ale nie liczcie, że Wam przybliżę ten temat, niestety mój mózg wyłączał się czytając te fragmenty, choć nie wątpię, że Autorka dołożyła wszelkich starań, aby uczynić to zrozumiałym. Oprócz tego poznamy neurony lustrzane (to już z mojego pkt. widzenia było napisane przystępniejszym językiem). Dowiemy się, jakie pułapki czają się na nas w różnych technologicznych gadżetach, których tak bardzo łakniemy dla naszych uczniów (laptopy i tablety dla wszystkich pierwszaków! - pamiętacie pewnie te hasła sprzed chyba dwóch lat) - był to arcyciekawy rozdział, przedstawię go Wam bardziej szczegółowo w kolejnym wpisie. Na koniec przypomnimy sobie skąd się wziął obecny model edukacji i jakie są implikacje tego, że ma już 200 lat oraz poznamy krytykę modnego testocentryzmu.

Cóż mogę powiedzieć o książce. Treść bardzo ciekawa, przystępnie przedstawiona, momentami nieco kontrowersyjna: Autorka - może nie wprost - ale sugeruje, że system nauki, gdzie uczeń uczy się szczegółowo powiedzmy o błonach komórkowych, na historii różnych dat, na geografii innych dokładnych danych - nie jest dobry:
"Nawet od najwybitniejszych profesorów biologii nie oczekuje się, że będą znać się na wszystkim, co należy do tej dyscypliny. Dlaczego zatem nie dajemy takiego samego prawa wyboru interesującym się biologią uczniom? "
A ja uważam, że bardzo ważne są ogólne podstawy we wszystkim, żeby uczeń mógł zorientować się, co go ciekawi. Ale żeby wiedzieć, że interesuje mnie np. rozwój pantofelka, to najpierw muszę się dowiedzieć co to takiego. A jeśli chodzi o zgłębianie tego, co nas szczególnie interesuje, to temu właśnie służy matura, gdzie każdy sam sobie wybiera przedmiot, a potem studia wyższe. W wielu dziedzinach trzeba mieć szerszy ogląd sprawy, żeby dobrze zrozumieć wybrany wycinek.

Kolejną rzeczą, która mi doskwierała, to znikoma, właściwie żadna liczba praktycznych pomysłów, jak tę wiedzę z książki przełożyć na rzeczywiste działania. Dużo słów krytyki pod adresem szkoły, ale propozycji naprawy brak. A bardzo na to liczyłam, pamiętając, że Autorka jest w końcu filologiem. Myślałam, że książka będzie miała bardziej praktyczny charakter.

I ostatnia wada, to pewna niekonsekwencja w pisaniu o uczniach. W pierwszym rozdziale, tym neurobiologicznym, można poczytać dużo o tym, jak to system klasowo-lekcyjny nijak nie przystaje do pracy mózgu, jak to metodyka nauczania różnorakich przedmiotów zabija chęć uczenia się w uczniach, jak nauczyciele swoją postawą świadomie i nieświadomie zniechęcają uczniów do nauki. A w rozdziale o technologii dowiemy się, że są uczniowie, z którymi i tak się nic nie zrobi, choćbyśmy realizowali politykę nauki przyjaznej mózgu (mózgowi?) w 100%. Poczułam się trochę zbita z pantałyku.

Pomimo powyższych faktów, uważam, że ta książka to must-read dla wszystkich nauczycieli, a również dla świadomych rodziców. Przynajmniej ten rozdział o technologii. Książka daje do myślenia, otwiera oczy na wiele spraw, zmusza do refleksji - czyli ma wszystko to, co powinna mieć dobra lektura. Nie żałuję, że ją przeczytałam, czas nad nią spędzony nie był stracony. Kilka kolejnych postów bardziej szczegółowo przybliży Wam przemyślenia Autorki i moje refleksje.

---------------------

BTW, słyszeliście o obowiązkowym języku obcym dla przedszkolaków? Na moim fb rozwinęła się ciekawa dyskusja, może dorzucicie swoje 3 grosze? https://www.facebook.com/EnglishNook/posts/794169497279991?notif_t=like  (dajcie znać, czy ten link działa, bo mam wątpliwości)

Komentarze

  1. Link działa, dyskusja ciekawa i czekam aż napiszesz coś więcej o książce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto poczytać, co o "neurodydaktyce" sadzą neurobiolodzy. A zwłaszcza, co mają do powiedzenia na temat rzetelności argumentacji "naukowo udowodnionej wiedzy", jaką ta książka jest przepełniona.

    http://www.kneurobiologii.pan.pl/pl/aktualnosci-i-wydarzenia

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz