PlayMais - podejście pierwsze

Jakiś czas temu sklep kreatywne maluchy zaproponował mi darmowe pomoce, które mogłabym wykorzystać na lekcjach z dziećmi. Chodziło o PlayMais. Zgodziłam się szybko, choć sama z tego nic nie miałam (jeśli ktoś sądzi, że jest to tekst sponsorowany, to jest w grubym błędzie). Znam przekrój społeczny naszych uczniów i ich rodzin i niestety wielu z tych uczniów pochodzi z rodzin żyjących nawet już nie od pierwszego do pierwszego, lecz na granicy ubóstwa. Dzieci, których oboje rodzice pracują jest garstka. A i tak nie oznacza to, że im się super powodzi, prawda?

W związku z powyższym większość z nich nigdy nie będzie miała okazji, aby pobawić się w zaciszu domowym tymi interesującymi ni to klockami, ni cegiełkami, ni piankami... Ja nazywam je po prostu chrupki, jako że są zrobione ze skrobi kukurydzianej (i przy tym jadalne - sprawdziłam!). Dzieciom też ta nazwa przypadła do gustu.

Było to ich pierwsze spotkanie z PlayMais, poświęciliśmy je więc na zapoznanie się z materiałem i jego właściwościami, wykonując figurki robaczków, jakie poznaliśmy na wcześniejszych lekcjach.

pudło z PlayMais


tak wyglądają chrupki


Widać tu akcesoria do obróbki chrupek: szmatkę do nasączenia
 wodą i nożyk. Jest też instrukcja.

butterfly

caterpillar

various bugs

another butterfly

butterfly one more time ;)

ladybird and bee

bugs



O PlayMais możecie przeczytać dokładnie tutaj, nie będę się więc powtarzać, natomiast zaprezentuję Wam moje subiektywne odczucia.

ZALETY:
- pierwsze, co uderza przy kontakcie z chrupkami, to niesamowita lekkość, rzekłabym że nawet ulotność, jakby za chwilę miały odlecieć - niesamowite odczucie po różnego rodzaju klockach i puzzlach, które jakąś tam masę mają.
- chrupki są bardzo przyjemne w dotyku
- łatwo poddają się kształtowaniu, a przy tym można je formować na setki sposobów, ograniczeniem jest tylko wyobraźnia (a raczej jej brak)
- mocuje się je do siebie przy użyciu wody --> zero brudzenia i zero sprzątania po zabawie.
- naprawdę trudno jest zrobić z tego coś brzydkiego, raczej wszystko wygląda estetycznie.
- chrupki są jadalne i nietoksyczne, gdyż do barwienia ich użyto barwników spożywczych.
- szybko załapuje się, jak się nimi posługiwać - bardzo intuicyjne w obsłudze
- nie są made in China (produkowane w Niemczech)
- stanowią wspaniałą odskocznię od tradycyjnych lekcji i klasycznych robótek ręcznych, a przy tym naprawdę świetnie się nimi bawi (dzień przed lekcją bawiłam się nimi w domu, żeby być choć troszkę mądrzejsza w tej kwestii od uczniów i służyć im ewentualną radą nazajutrz i naprawdę ciężko mi się było oderwać od zabawy!)
- są wydajne i podzielne - nie trzeba wielu chrupek, żeby stworzyć np. ślimaka czy pszczołę (choć to zależy co się buduje).

Jest i WADA, a jakże.
Jest nią w moim odczuciu cena. Za standardowe pudełko 150 chrupek, gąbeczkę i instrukcję trzeba zapłacić ok. 26 zł. Oczywiście działa tu jakieś ekonomiczne prawo, że im większy zestaw, tym taniej. Ogólnie nie wydaje się to może dużo, ale patrząc na składniki użyte do produkcji (wspomniana skrobia i barwniki), to uważam, że koszty produkcji są groszowe. Oczywiście, w cenę wchodzą też inne składniki typu transport, marża, no i trzeba też zapewne zapłacić za oryginalny pomysł. Najbardziej opłaca się kupić duże pudło, tzw. zestaw szkolny czy klasowy - Eduline Uzupełnienie, który zawiera aż 6300 chrupek i kosztuje ok. 168 zł. My właśnie taki otrzymaliśmy i zapewniam Was, że starczy on na dziesiątki godzin zabawy, gdyż po pierwszym użyciu nawet nie widać, ze coś z niego ubyło.... Z drugiej strony nie wydaje mi się, żeby Wy, jako nauczyciele chcielibyście lekką rączką wyłożyć te pieniądze.... Może więc warto poprosić o nie wychowawcę klasy? Kupić zestaw, którego używałoby się i na angielskim i na pozostałych lekcjach?
Natomiast jeśli prowadzicie własną szkółkę językową lub dajecie korki, rozważcie tę inwestycję. Zachwyt dzieci gwarantowany (moje były wniebowzięte).

Jeszcze jedna uwaga techniczna. Ja wprowadziłam PlayMais w grupie "karcianej", gdzie było 12 osób, i wydaje mi się to optymalne, aby wszystko ogarnąć, pomóc dzieciom, zaprezentować, przypilnować. Jednakże dla chcącego nic trudnego i jeśli nie macie widoków na mniejszą grupkę (niż standardowa klasa), to z większą też dacie radę!

Teraz odpowiadam na pytanie, które może niektórzy z Was chcieliby zadać: jak to się ma do nauki angielskiego?
No cóż, na tych pierwszych zajęciach zapoznawaliśmy się z chrupkami, tworząc robaczki, które dzieci nazywały po angielsku. Czyli nic nowego w sensie językowym nie wprowadziłam przy pomocy chrupek. Natomiast mam już parę pomysłów na zastosowanie PlayMais w nauce liczenia i kolorów, i o tym przeczytacie w kolejnych postach!

W imieniu dzieci serdecznie dziękuję sklepowi Kreatywne Maluchy za udostępnienie PlayMais.



Komentarze

  1. Fajny patent, pomysł z liczeniem i kolorami na pewno ciekawy, więc czekam na więcej informacji. Natomiast szkoda byłoby mi czasu na zajęciach dodatkowych na takie arts&crafts Uczniowie na pewno by mieli frajdę, ale obawiam się, że rodzice nie byli zachwyceni. Za to do przedszkola, do domu dla dziecka czy na zajęcia plastyczne - ciekawa alternatywa. No i Wasze "bugsy" cudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem Anicjo, z jakimi uczniami masz na co dzień do czynienia. W nauczaniu najmłodszych arts&crafts odgrywają coraz bardziej znaczącą rolę.
      Ale ja sama bardzo rzadko urządzam lekcję w całości opartą na zajęciach plastycznych. Z różnych względów. Po pierwsze, tak jak Tobie szkoda mi czasu. Po drugie, wg wszelkich metodyk instrukcje na takich lekcjach powinny padać wyłącznie po ang., a to jest nie do wdrożenia w 24-osobowej grupie pierwszaków. Skoro coś ma być zrobione byle jak, to wolę sobie darować.
      Akurat grupa. z którą bawiłam się z PlayMais to dzieci, które jako wiodący mają niemiecki, angielski jest dodatkowo. Dostałam odgórne polecenie, aby traktować ich ulgowo i robić luźniejsze (niż tradycyjne) zajęcia.

      Usuń
  2. Jak sobie pomyślę, że coś takiego miałabym robić z moją grupą świetlicową... to widzę same problemy. :) Takie to mam kochane dzieciaczki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toteż nie w każdej klasie / grupie to by przeszło. Wybrałam grupkę łatwą w obsłudze ;)

      Usuń
  3. fajne ale trochę drogie

    mogłabyś napisać posta o dyscyplinie w klasach młodszych( mam okropną 3 klasę, nic nie działa, gadają komentują, niektórzy wychodzą z ławek, totalny brak skupienia)- nie mam już na nich pomysłu

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem pomysł super!

    Oczywiście nic nie sprawdza się lepiej od nauki przez zabawę :) Faktycznie cena może wygórowana, chociaż z drugiej strony porównując do ceny innych zabawek dla dzieci to może wcale nie tak bardzo. Na pewno dużym plusem jest to, że można je jeść i dzieciakom nic się nie stanie. Za to chyba gorzej nad nimi zapanować żeby od razu nie "zjadły całej zabawy" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie z tego powodu to ryzykowny zakup, w trudniejszych grupach może być z tym problem, chyba, że się zagrozi dzieciom koniecznością "zapłacenia" za zjedzone pomoce szkolne :D

      Usuń
    2. Oj no bez przesady :) Moja grupa wiedziała, że chrupki są jadalne, ale po prostu powiedziałam, że jak zjedzą, to nie będą się mieli czym bawić.
      Zresztą każdy nauczyciel wie, w której grupie można wykorzystać takie pomoce, a w której lepiej sobie darować.

      Usuń

Prześlij komentarz