Informator o sprawdzianie z języka angielskiego w roku 2015 i lekka frustracja

Na stronie CKE pojawił się (w końcu!) informator o sprawdzianie szóstoklasisty w roku 2015, czyli uwzględniający już część z języka angielskiego. W informatorze podany jest zakres tematyczny oraz przykładowe zadania. Całość bardzo przypomina formą test gimnazjalny z j. angielskiego, tzn. ten, który obowiązywał jeszcze kilka lat temu (od trzech lat nie daję korków, więc się nie orientuję, a wiem że coś się tam pozmieniało).

Zastanawiam się, czy to dobrze, że już po pierwszym etapie kształcenia dzieci przystępują do tego testu. Niby z jednej strony to potrzebne, bo zwraca to uwagę na ważność j. obcego we współczesnym świecie. Ale czy sprawi, że więcej uczniów zacznie się do niego przykładać, zwłaszcza że wynik nie jest brany pod uwagę przy rekrutacji do gimnazjum? Pełni tylko funkcję orientacyjną dla szkoły. Powiem wam szczerze, że ja nie potrzebuję takiego orientatora. Skoro uczę dzieci kilka lat, to wiem co sobą reprezentują i wynik wcale nie musi potwierdzać ich umiejętności.

Trzeba będzie pomyśleć o lekcjach poświęconych ćwiczeniu zadań typowo pod egzamin. Przeglądałam pobieżnie typy zadań na sprawdzianie i widzę, że częściowo ćwiczę te typy zadań podczas normalnych lekcji, jednakże z doświadczenia wiem, że należy zwrócić uczniom uwagę na to, iż taki typ będzie na sprawdzianie. Z doświadczenia mojego wynika również, że można całkiem nieźle napisać egzamin orientując się tylko w technikach rozwiązywania zadań, nawet nie znając za dobrze języka... Nie oszukujmy się - można wyćwiczyć rozwiązywanie zadań zamkniętych tak, żeby zmaksymalizować możliwość zdobycia punktów nawet nie orientując się, o co chodzi w zadaniu z językowego punktu widzenia :/
A wiem to, bo miałam kiedyś na korkach do matury uczennicę, która była bardzo słaba, a mimo to wyćwiczyłam ją tak, że trzaskała zestawy maturalne  - podstawę - w granicach 70% (Ok, wiem, że to nie jest rewelacyjny wynik - ale jak na nią był),  a tymczasem ledwo umiała sklecić parę słów o sobie...
To chyba nie o to chodzi w nauce języka. Wydaje mi się, że problem w tym, iż formuła sprawdzianu za bardzo skupia się na testowaniu receptive skills. Niby jest tam jakies reagowanie językowe, ale z mówieniem nie ma ono nic wspólnego.
Z finansowego i pewnie jeszcze jakiegoś punktu widzenia jest to niemożliwe, aby zorganizować komisje do egzaminów ustnych, tak jak przy maturze. W takim razie po co w ogóle ten sprawdzian? Czy nie lepiej zrobić coś porządnie?
A wy co o tym myślicie?

Miałam kiedyś plan stworzyć autorską klasę z rozszerzonym językiem angielskim, gdzie na koniec szóstej klasy można by było zdawać któryś z egzaminów YLE lub nawet KET, ale w tej sytuacji nie wiem czy dałabym radę pogodzić ze sobą przygotowanie uczniów do dwóch różnych examów... Ehh :(

Komentarze

  1. Ja myślę, że to tylko kolejny niepotrzebny dzieciom stres :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za linka. Huczą o tym egzaminie o dwóch lat i nie było wiadomo, jaki zakres materiału obejmuje. Kpina po prostu. Czy jest potrzebny? Zgadzam się, że to dodatkowy stres, ale może jakaś zwiększona motywacja do nauki? Okaże się za dwa lata albo i później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie bardzo ciekawa jestem, jak to będzie w praktyce wyglądać...
      Wydaje mi się, że najbardziej skorzystają na tym szkoły językowe i korepetytorzy. Spanikowani rodzice będą słać dzieci gdzie popadnie na dodatkowe lekcje, nie zastanawiając się, czy to potrzebne i czy samemu nie daliby rady pomóc dziecku (w końcu to tylko poziom A1).

      Usuń
  3. Present perfect ma być na sprawdzianie. Ja do końca podstawówki miałem dopiero rozpoczęcie past simple. OMG!!! Polska...aż brak mi słów.
    http://www.crazyenglishdiary.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w HotSpocie, z którego uczę, Present Perfect pojawia się jakoś na początku szóstej klasy. Ale nie zmienia to faktu, że to trudny czas, może nie w budowie, ale w załapaniu, o co chodzi i wyczuciu, kiedy go stosować.

      Usuń

Prześlij komentarz