Jak uczyć liczebników na angielskim - propozycje zabaw

Na początek chciałam się podzielić tym, co powiedział mi wczoraj pewien uczeń kl. 3: "Proszę pani, moja mama mówi, że dorastam, bo spod pachy zaczyna mi śmierdzieć ocetem!"
A oto, co napisał lekarz dziewczynce z kl. 4 na zwolnieniu z WFu (autentyczne - widziałam na własne oczy): zwolnienie z zajęć cielesnych

Enjoy!


Nauka liczebników może wydawać się trudna, a przede wszystkim nużąca. Co może być emocjonującego w liczeniu? Trzeba poszukać jakichś sposobów, aby zachęcić dzieci do liczenia. Moim zdaniem ważne jest też, aby uczniowie umieli podawać liczebniki na wyrywki, a nie tylko deklamować je po kolei - zwykle wtedy lecą z pamięci, a zapytane o pojedynczą liczbę zapominają języka w (brzydko mówiąc) gębie, a przecież w normalnym życiu podaje się z reguły liczby wyrwane z kontekstu, a nie recytuje je w kolejności.
Zabawy i gry, które dziś proponuję umacniają bierną znajomość liczebników, jak również zachęcają do samodzielnego mówienia i to właśnie nie tylko po kolei (choć oczywiście pierwszym krokiem powinno być opanowanie liczenia w kolejności).

1) RYSOWANIE CYFRY
Gdy dzieci już jako tako znają liczby po angielsku (a zazwyczaj każde dziecko w klasie pierwszej umie liczyć do 10 po ang. już we wrześniu), można pobawić się w rysowanie cyfry w powietrzu. Nauczyciel staje tyłem do klasy i rysuje cyfry, a uczniowie zgadują po angielsku. Następnie dzieci mogą dobrać się w pary i rysować na plecach kolegi cyfrę, a drugie dziecko (to, na którym się rysuje) zgaduje co to za cyfra. Zabawa dobrze wycisza klasę i uspokaja.

2) HOW MANY
Przydają się tu flashcardy z narysowanymi przedmiotami w różnych ilościach. Ja mam na przykład takie:




Z "The English Teacher's Magazine". Pokazujemy dzieciom karty bardzo szybko, a one zgadują ile było cukierków czy piłek czy co tam macie.

Powyższe zabawy ucieszą zwłaszcza małe dzieci (kl.1-2), a te które zaprezentuję teraz będą pasować i starszym.

3) WHAT'S MISSING
Ta zgadywanka pasuje do wszystkiego, więc również i do liczb. Przyczepiamy do tablicy flashcardy z liczbami, które ćwiczymy (możemy je też po prostu napisać jeśli jest ich więcej, np. od 20 do 50). Dzieci zamykają oczy, a my zakrywamy / zmazujemy liczbę. Najpierw jedną, a potem więcej. Zachęcamy dzieci, aby próbowały podawać brakujące liczby po angielsku.

4) MORE OR LESS
Tu znów potrzebujemy wszystkie liczby mieć widoczne na tablicy. Najlepiej ta zabawa wychodzi z co najmniej 20 liczbami, ale u maluszków sprawdzi się i 10. Na początku zabawy uczymy dzieci słówek more i less. Można je też zapisać na tablicy z odpowiadającymi im strzałkami, żeby można się było do nich odwołać w trakcie. Nauczyciel wybiera jedną liczbę z przedziału zapisanych / wywieszonych na tablicy i zapisuje ją np. z tyłu na tablicy, tak żeby uczniowie jej nie widzieli. Teraz uczniowie próbują trafić w tę liczbę, a nauczyciel naprowadza ich mówiąc more lub less. Potem można wziąć ucznia, który odgadł liczbę, do prowadzenia zabawy, ale z doświadczenia wiem, że raczej my jako nauczyciele nie usiądziemy robiąc w tym czasie co innego i ciesząc się ze spokoju, gdyż uczniom zwykle liczby się jeszcze mylą i trzeba nadzorować cały proces. I my też musimy być wtajemniczeni w tę liczbę, nie pozgadujemy z dziećmi, a tak czasem miałabym ochotę!

5) BINGO
Tej zabawy nie potrzeba przedstawiać. Istnieją jakieś specjalne cuda wianki jak zmazywalne tablice do gry w bingo czy formularze do skserowania tabelki. Pytam się: po co to? Szkoda marnować pieniądze, papier na xero i czas. Zwykle mówię dzieciom, żeby sami sobie narysowali tabelkę. Na papierze w kratkę nie ma z tym problemu.Następnie uczniowie wpisują 6 wybranych liczb z przedziału, który ćwiczymy, a potem nauczyciel wyczytuje liczby w dowolnej kolejności. Radzę zapisać sobie liczby, które dyktujecie, żeby potem sprawdzić ze zwycięzcą, czy się zgadzają. Dla niektórych zwycięstwo w bingo jest sprawą życia i śmierci i chcą osiągnąć cel wszystkimi możliwymi środkami ;)

Komentarze

  1. Czytam regularnie Twój blog i przypominam sobie zajęcia z Young Learners na studiach. I coraz bardziej nabieram ochoty do powrotu do uczenia dzieci. To bardzo wdzięczni uczniowie ale też bardzo trudni. No i trzeba mieć tonę materiałów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam regularnie Twój blog i przypominam sobie zajęcia z Young Learners na studiach. I coraz bardziej nabieram ochoty do powrotu do uczenia dzieci. To bardzo wdzięczni uczniowie ale też bardzo trudni. No i trzeba mieć tonę materiałów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że pomysły z tego bloga inspirują Cię do takich przemyśleń! Pozdrawiam gorąco!
      Ja nie miałam na studiach zajęć z Young Learners :// Szkoda.

      Usuń
    2. Według mnie zajęcia z YL były za krótkie (tylko jeden semestr) bardzo teoretyczne i nie przygotowywały do praktycznej strony nauczania. A lekturami były książki, o których piszesz na blogu. A jak chciałaś zgłębic temat bardziej, to można była prace licencjacka pisać właśnie z Young Learners.

      Usuń
    3. Moje prace - i licencjacka, i mgr - były z językoznawstwa. Nie chciałam pisać pracy z metodyki. Przerażały mnie te ankiety, kwestionariusze, próby badawcze i tego typu dyrdymały, które chyba zawsze są częścią pracy metodycznej.
      W ogóle nie pisałam na temat związany z nauczaniem.

      Usuń
    4. Ja licencjat robiłam w kolegium nauczycielskim i każda praca licencjacka musiała mieć charakter metodyczny. I tak np. jak ja pisałam z językoznawstwa to trzeba było pisać o czymś pod kątem teaching grammar, lub teaching vocabulary lub teaching pronuncuation.

      Usuń
    5. Ja studiowałam w kolegium nauczycielskim i każda praca licencjacka musiała mieć związek z metodyką. Np. jeśli wybrałaś językoznawstwo to mogło być to teaching grammar, teaching vocabulary lub teaching pronunciation.

      Usuń
    6. A ja studiowałam język biznesu i można było pisać pracę z ekonomii lub z językoznawstwa nawiązując do biznesu, np. język reklam itp. Chciałam robić mgr z filologii, a nie na AE, dlatego wybrałam pracę językoznawczą. Pracę mgr mogliśmy pisać z metodyki, językoznawstwa, literatury lub kultury. Znów pisałam językoznawczą, bo bazowałam na mojej pracy licencjackiej.

      Usuń
    7. Bardzo ciekawe studia. Myślę o studiach podyplomowych o podobnej tematyce. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Też znam fajna zabawę z wykorzystaniem flashcards. Można w ten sposób utrwalać liczby lub jakiekolwiek inne słówka. Ja na ogół używam 7 kart. Wieszam je na tablicy w rzędzie – poziomo. Kilkoro dzieci po kolei nazywa liczby czy też obrazki. Stopniowo zasłaniam wybrane obrazki a uczniowie nadal po kolei nazywają rzeczy łącznie z tymi zakrytymi. Ostatecznie nazywają cały zakryty ciąg. Ogólnie dzieciom bardzo się podoba, szczególnie tym z dobra pamięcią (na ogół zgłaszają się osoby które już wymieniały). Jednak ta zabawa chwile zajmuje, więc niektórzy zaczynają się nudzić. Można wtedy trochę przyspieszyć (mniej osób wymienia) lub poprosić znudzonego ucznia do odpowiedzi i na ogół nie potrafi on wymienić obrazków :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi jak opisana przeze mnie parę postów wcześniej zabawa "Magic Eye", czyż nie? Tylko, że nie nazywamy kart indywidualnie, a całą klasą.

      Usuń
    2. Ups... Przyznam, że nie przeczytałam tego wpisu. Ale to tylko potwierdza, że to fajna zabawa ;)

      Usuń

Prześlij komentarz