CPE Use of English - V. Evans

Dziś będzie o samodzielnym uczeniu się angielskiego.

Żeby nie ograniczyć swojej znajomości języka do poziomu szóstoklasisty, muszę robić coś w domu.
Tak się składa, że mam niezliczoną ilość materiałów - książek, podręczników, nagrań, z których mogę korzystać. Kiedyś bowiem miałam manię kupowania książek do angielskiego w ilościach hurtowych. Przerobienie wszystkiego zajmie mi jakieś 10 lat, a cały czas pojawiają się nowe, które chciałabym mieć, jednak nie pozwalam sobie na nie - postanowiłam, że je kupię, jak przerobię to, co mam - czyli nieprędko.


Słabym punktem mojego planu przerobienia wszystkiego jest to, że nie mam żadnego planu :)
Kiedyś, gdy miałam więcej czasu w życiu, miałam plan z podziałem na skills - codziennie ćwiczyłam inną, oczywiście nie w oderwaniu od innych, ale jedna była dominująca. W każdym dniu miałam poświęcić półtorej godziny na naukę. Szybko mnie to znudziło, bo np. nie chciało mi się nic robić w środy - wtedy narzuciłam sobie writing, a nie lubię pisać na zadany temat, a zresztą kto miał to sprawdzać.
Potem miałam plan z wykorzystaniem moich bogatych zasobów książkowych. W poniedziałek przykładowo miałam robić coś poświęconego kulturze, we wtorek biznesowi, w środę wymowa itp.
Jak łatwo zgadnąć, i to szybko mi się znudziło.
W międzyczasie uczyłam się też słówek z Supermemo i Anki (polecam oba programy tak btw, to że akurat nie kontynuuję, to nie jest ich wina, tylko mojego charakteru).
Mam taki słomiany zapał do większości rzeczy w moim życiu. Ciekawe, jak będzie z blogiem.

No i od jakiegoś czasu, chyba od listopada, udaje mi się być w miarę systematyczną, właściwie codziennie coś tam robię. Choć bez planu. Postanowiłam, ze w końcu przerobię od deski do deski tę książkę:


Przerabiałam ją na studiach licencjackich, ale tylko strony odnośnie gramatyki, a jest tam bardzo bogaty i ciekawy Use of English, a idiomy i inne fixed phrases to moja pięta achillesowa, więc zabrałam się za to ostro i muszę powiedzieć, że idzie mi nie najgorzej zapamiętywanie tego wszystkiego.
Myślę, że każdy kto przygotowywał się do CPE gdzieś tam o niej słyszał, a nawet ją przerabiał, ale opiszę ją pokrótce dla tych, którzy nie mieli okazji, a chcą się pouczyć sami - gdyż dzięki kluczowi, który można dokupić osobno, jest to możliwe.

Przede wszystkim, jest to książka na poziomie zaawansowanym. Dokładnie C2 wg wydawcy. Więc jeśli akurat zdałeś rozszerzenie na 60% i czujesz, ze chcesz się uczyć dalej, to ta książka może zniechęcić. Przy czym UWAGA: w moim bardzo subiektywnym odczuciu, materiał gramatyczny i ćwiczenia do niego, ale stricte te pod tabelkami z teorią, nie są o wiele trudniejsze od tego, co można znaleźć tu:


Co jest jak najbardziej naturalne, gdyż praktycznie cała gramatyka jest już testowana na FCE jeśli chodzi o egzaminy Cambridge, a kolejne stopnie to już bardziej kwestia bogatego słownictwa.
Natomiast Use of English to już zupełnie inna bajka. Materiał jest naprawdę przebogaty, i - co jest zgodne z tytułem - dominuje nad częścią gramatyczną.
W książce jest 15 unitów podzielonych gramatycznie, czyli tradycyjnie czasy, tryby, strona bierna, przymiotniki etc.. Jednakże część gramatyczna w każdym unicie to około 30%, a reszta to już ćwiczenia na słownictwo - przyimki, phrasale, idiomy, przysłowia itp. Do wyboru do koloru. 
Ostatnia część każdego unitu wzorowana jest na formule egzaminu CPE - jest test luk, transformacje, słowotwórstwo, trios i pisanie summary - i przyznam się, że to jedyne ćwiczenie, które omijam - tzn. pisanie streszczeń - nienawidzę tego!
Z tyłu książki są ciekawe appendixy: zestawienie przyimków, phrasali, często mylonych wyrazów, słowotwórstwo.
Dlatego ogólnie polecam!

Oprócz przerabiania ćwiczeń, staram się też czytać angielskie / amerykańskie książki. 
Aktualnie czytam tę:



Nie jest ambitna. Język jest prosty. Ale przyjemnie się ją czyta, jeśli ktoś lubi ten typ humoru.
Zasada jest prosta - należy czytać to, co nas interesuje lub ma coś wspólnego z naszym życiem.

A jak już jesteśmy przy czytaniu książek, to jednym z moich niezrealizowanych postanowień noworocznych na zeszły rok było przeczytanie 12 książek z klasyki brytyjskiej lub amerykańskiej literatury w oryginale. Miałam taki ambitny plan, gdy po skończeniu studiów zauważyłam, że brakuje mi głębokich lektur w języku Szekspira lub "k*rwy i szatana" - czyli po amerykańsku --> określenie koleżanki ;) (dosyć trafne, swoja drogą).  Miałam więc przeczytać 12 książek. Nie udało się. Skapitulowałam chyba w sierpniu? w każdym razie po "Rzeźni numer pięć" Vonneguta, choć ona akurat była jeszcze w miarę. Udało mi się też przeczytać "Dr. Jekylla i Mr. Hyde'a" Stevensona, "Hobbita", "Dumę i uprzedzenie", "Wściekłość i wrzask", oraz "Wyspę Dr. Moreau" Wellsa. I może uznacie mnie za ignorantkę, ale "Wściekłość i wrzask" dobiło mnie. Być może mam plebejski gust, ale nic mnie tam nie zachwyciło, za to zanudziłam się prawie na śmierć. Wyrobiłam więc tylko pól planu. Zawsze coś.

O czytaniu angielskojęzycznych stron nie wspominam, bo to jakby mimochodem się dzieje, a o czasopismach po angielsku będzie następny post.

Lubiłam też swego czasu oglądać różne kanały z grupy BBC (piękny brytyjski), ale od jakiegoś czasu nie mam TV.

Komentarze

  1. Też mam ambicje UoE CPE przerobić, ile u mnie książęk leży i czeka, ale mam 2 malutkich dzieci - może jak urosną :D A z lajtowych do czytania polecam Confessions of a Shopaholic Sophie Kinsella, na englishtips jest ;), cała seria super, moi uczniowie słuchają jest jako HW - audiobooka. W ogóle polecam audiobooki jak nie ma sie czasu czytać albo trzeba mieć wolne ręce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aj, no cóż.... u mnie na chęciach się na razie skończyło.. Tzn. nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa! Mówię, że mam przerwę wakacyjną :)
      A "Wyznania zakupoholiczki" mam na swojej liście do przeczytania ;)

      Usuń
  2. Cała seria jest świetna, polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam ten ból - jak człowiek cały czas pracuje na podstawowym języku obcym, to bez ćwiczeń samemu się zaczyna tak mówić. Moim motorem do rozwijania się jest na razie blog - dzięki niemu zaczęłam systematycznie czytać strony obcojęzyczne, bo potrzebuję ciekawostek na bloga. A książek też mam mnóstwo i ciągle mi mało, także to chyba taka belferska przypadłość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba przypadkiem trafiłyśmy na swoje blogi w tym samym czasie :) ja znalazłam Twój wczoraj - i nie przez FB, tylko już nawet nie wiem skąd, chyba na szwecjoblogu jakiś Twój komentarz mnie zaciekawił :)

      Usuń
  4. Też mam tę książkę CPE, ale mam ją w wersji z odpowiedziami. Chyba jeszcze w LO byłam, jak przyjechał gość z wydawnictwa i mnie namówił, ale teraz żałuję, bo nic nie mogę z niej zrobić przez te odpowiedzi! Niby zachęcał, żeby kupić sobie fioletową folię i położyć ją na stronie, że to super sposób na naukę, ale nigdzie nie mogę znaleźć odcienia, który byłby taki sam, jak wydrukowane już odpowiedzi. Za każdym razem te odpowiedzi prześwitują ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to faktycznie szkoda, książka jest świetna.... Nie mogę Ci pożyczyć mojej, bo jest uzupełniona :(

      Usuń

Prześlij komentarz