Blogowanie pod jemiołą - Winter Solstice

Image Map



Nadeszła w końcu moja kolej na wpis w ramach akcji BLOGOWANIE POD JEMIOŁĄ!. Przypominam, że blogerzy biorący w niej udział przybliżają Wam świąteczno-zimowe zwyczaje z różnych stron świata. 

Czy wiecie, co to Thomasing? gooding? corning? Zaraz wszystko będzie jasne!

Dzisiaj jest najkrótszy dzień w roku - zimowe przesilenie: winter solstice. Nie wiem jak Wy, ale ja - mimo iż nie lubię zimy - ten dzień uwielbiam!!! Bo od niego dnie są coraz dłuższe - przynosi nadzieję na słońce, ciepło i lato (z dokładnie odwrotnych względów nie lubię 21. czerwca, wtedy już czuję oddech zimy na plecach). To takie optymistyczne! - tzn. to, że dni są coraz dłuższe. 

Well, nasi przodkowie, a właściwie przodkowie współczesnych Brytyjczyków nie byli tego tacy pewni. Wcale nie wiedzieli, czy przypadkiem dnie w ogóle za chwilę nie znikną, a w ich miejsce zapanują smoliste nocne ciemności? Dokładnie 4 dni później obchodzili oni początek nowego roku. Dekorowali wtedy domy zimozielonymi roślinami - symbolizowały ciągłość życia wtedy, gdy inne rośliny wydawały się być martwe. To był początek zawrotnej kariery holly (ostrokrzew widoczny w logo akcji i kalendarzu - jemioły mimo nazwy brak ;0), który potem zagościł jako jeden z symboli Bożego Narodzenia - tak się szczęśliwie składało, że jego lekko kolczasto wykończone listki idealnie pasowały jako symbol cierniowej korony Chrystusa. 

Gdy chrześcijaństwo już na dobre zadomowiło się na Wyspach (a stało się to finalnie w VII wieku za sprawą m.in. św. Augustyna), najkrótszy dzień w roku stał się świętem św. Tomasza Apostoła (no dobrze, zajęło to kościelnym władzom jakieś 200 lat, aż w 9 wieku uzgodniono dzisiejszą datę). Obecnie jego święto przypada na zgoła inną porę roku (lato), jednak przez długie lata obchodzone było właśnie 21. grudnia. 

Po czasie duchowego przygotowania na przybycie Jezusa (cały Adwent), czas zająć się było przygotowaniem świątecznych potraw, i ten właśnie dzień był dobrym początkiem na kucharzenie. Z tym że nie każdego stać było, by coś ugotować. Dlatego biedniejsze kobiety, często z dziećmi (mężczyźni jakoś się w to nie angażowali) rozpoczynały rajd po bardziej zamożnych sąsiadach z prośbą o wsparcie. W zamian hojnym ofiarodawcom życzono wszystkiego dobrego (=good) na Święta i cały rok. To właśnie nazywano Thomasing lub gooding (Czy wiecie, że w XVI wieku gooding oznaczało dzisiejsze begging?). Czasem dostawały pieniądze, a czasem jedzenie - często pszenicę, stąd rzadsza, ale też funkcjonująca nazwa corning (dla nieangielskojęzycznych: corn = zboże). Pszenica była specjalnie przyrządzana: gotowano ją w mleku, dodawano cukier lub cynamon. Taka potrawka nazywała się frumenty - z łacińskiego frumentum, czyli zboże. 

Zwyczaj ten był bardzo powszechny w XVIII wieku, w drugiej połowie XIX zaczął zanikać, gdyż z powodu rewolucji przemysłowej cała struktura agrarna na Wyspach uległa dużemu przeobrażeniu. Nieliczne wioski kultywowały tę tradycję aż do lat 50. poprzedniego wieku. 


Dla głodnych wiedzy polecam arcyciekawą książkę 'The English Year' by Steve Roud. No idea, gdzie możecie ją nabyć, ja kupiłam swoją za śmiechu warte pieniądze w księgarni studenckiej, ale było to już jakiś czas temu. Na bookcity widzę ją za jakąś koszmarną cenę 80zł, i jeszcze piszą, że to po obniżce...

A na tej stronce dużo cytatów z tekstów źródłowych i trochę więcej szczegółów o tym, jakie jedzenie można było dostać od zamożnych gospodarzy:  http://traditionalcustomsandceremonies.wordpress.com/2013/12/31/custom-demised-thomasing-on-st-thomas-day/

----------------------------------------

Sponsor naszej akcji, wydawnictwo PONS, przyszykował dla Was ciekawą niespodziankę:




Rabat jest ważny do końca stycznia. Jeśli macie do mnie żal, że nie poinformowałam Was wcześniej, to wiedzcie, że zrobiłam to JUŻ W LISTOPADZIE. Na moim fanpage'u. Zachęcam do przylajkowania i regularnego zaglądania, wtedy nic Wam nie umknie. 



Komentarze

  1. Ciekawy wpis!! Podoba mi się idea Thomasingu (chociaż wynikała z biedy).

    OdpowiedzUsuń
  2. Oo, a ja to baaardzo lubię zimę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe i chętnie poczytałabym więcej! Może kiedyś natknę się na dobrą pozycję książkową w rozsądnej cenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie też się podoba. Lubię takie ciekawostki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Też czekam na więcej słońca! Także to też dzień, który mnie ogromnie cieszy. A ciekawostka super!

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, ja też czasem jestem tak znużona ciemnością, że mam wrażenie, jakby dnie miały zniknąć ;) Dzięki za ciekawostki i książkową podpowiedź.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz