7 typów uczniowskich, które działają mi na nerwy




Nie należę do nauczycieli, którzy kochają swoich uczniów. Bardzo lubię swoją pracę, ale o uczniach nie mogę już tego samego powiedzieć. Oczywiście, są tacy których lubię. Jest to większość, ale hipokryzją byłoby twierdzić, że lubię wszystkich. Naturalnie, że tak nie jest i nie wierzę, że istnieje nauczyciel, który lubi czy wręcz jak to niektórzy mówią kocha swoich uczniów.  Natomiast staram się nie okazywać swojej niechęci, mam nadzieję, że mi wychodzi.


1) Natręt 

Uczeń, który wiecznie coś chce od nauczyciela. A czasami nic nie chce, ale i tak podejdzie "żeby pogadać". A gada o przysłowiowej dupie maryni, najczęściej to są tematy, które od zainteresowań nauczyciela są odległe o lata świetlne.
Miałam kiedyś takiego ucznia. Był to bardo wyraźny typ natręta, wręcz bym powiedziała, że stalker- na szczęście tylko w szkole. Poza tym, że gadał trzy po trzy o jakichś nudziarskich grach komputerowych (niektórzy powiedzą, że dla mnie wszystkie gry to nudziarstwo bo już jestem stara - ale będą się mylić, gdyż coś tam mam do powiedzenia na ten temat z autopsji, jako że bardzo lubiłam swego czasu grać w simy i heroesów i age of empire. Właściwie to nadal lubię, ale nie mam już na to czasu), ale to jeszcze bym przełknęła, udając zainteresowanie za pomocą umiejętnego kiwania głową i zgrabnie wplecionych hm i ach tak?. Niestety do tego wszystkiego uczeń ów uwielbiał naruszać moją przestrzeń osobistą do tego stopnia, że czułam, co jadł na śniadanie... Nigdy nie chciałam robić mu przykrości, dlatego nie odsuwałam go ani nie zwracałam mu uwagi tylko cofałam się jak ostatnia idiotka, aż zwykle już nie miałam gdzie się cofać, bo za mną było tylko okno albo ściana... A jeszcze do tego strasznie przybliżał twarz do mojej i tak ją przechylał, gdybym uczyła w liceum to bym myślała, że chce mnie pocałować, zwłaszcza, że był prawie mojego wzrostu (choć to była dopiero druga klasa!!!). Na szczęście już go nie uczę. Mówię Wam, robił tak na każdej przerwie. Podchodził pod byle pretekstem i zaczynał "a proszę pani bo wczoraj grałem w to i tamto..."

2) Obściskiwacz 

Nie mam tu na myśli dzieci z klas 1-3, które podchodzą się przytulić, o nie. To mi nie przeszkadza, chociaż sama nie dążę do takiego kontaktu z uczniami, ale nie odrzuca mnie, gdy się przytulają. Poza tym taka specyfika pracy z tą grupą wiekową. Myślę o starszych uczniach, głównie chłopcach (!). Ten typ lubi podchodzić do nauczyciela i na powitanie poza dzień dobry nawiązać jakiś kontakt cielesny, np. zawisnąć mi na szyi albo przytulic się :/  Mam właśnie takiego jednego, który często lubi się o mnie otrzeć czy w inny sposób dotknąć... Moja koleżanka miała takich dwóch. Nie wiem czy poczuli już zew boży czy o co im chodzi?? Zwykle na takie zachowanie reaguję w ten sposób, że odsuwam ucznia stanowczo i mówię, że dzień dobry wystarczy, nie trzeba się przytulać. Ale on wtedy zawsze wsuwa jakiś wazeliniarski tekst typu "ale ja panią tak bardzo lubię" albo "ale ja się za panią stęskniłem".... I co robić z takim????


3) Lizus

Klasyczny, poczciwy lizus. Nie cierpię. Mam alergię na lizusów. Nóż mi się w kieszeni otwiera! Im bardziej ktoś jest włazidupem, tym bardziej oschła się staję! Nie będę charakteryzować tego typu, bo każdy wie czym się odznacza. Napiszę tylko o jednej dziewczynce. Uczyłam ją w klasach 1-3, teraz jest w 4, której nie uczę. Jak ją widzę, to od razu mam antylizusową wysypkę na ciele. Sytuacja wygląda tak: stoję na dyżurze. Podchodzi ona: dzień dobry pani! I staje naprzeciwko i nic właściwie nie robi, tylko się gapi i uśmiecha (głupio). I tak pół przerwy. I tak na co drugiej przerwie, na której mam dyżur. I co mam zrobić? Oduśmiechnąć się? I też tak się wgapiać? Zwykle ostentacyjnie wyciągam telefon i niby że piszę smsa, żeby się domyśliła, że jestem zajęta. Nie zraża jej to. Dalej stoi i się uśmiecha.

4) Spoufalacz

Na początek słowo wyjaśnienia. Może mnie uznacie za dziwną, wyobcowaną, nadmiernie konserwatywną - wszystko mi jedno. Do szału mnie doprowadzają ludzie (ogólnie, nie tylko uczniowie) którzy, myśląc, że tworzą miłą, przyjacielską atmosferę, nie znając mnie od razu przechodzą na przedziwną dla mnie formę pani Aniu. Najczęściej są to wszelkiej maści akwizytorzy-domokrążcy (czy raczej telefonokrążcy), "wędrowni kuglarze", którzy przez telefon chcą mi opchnąć różne dobra (?). Wygląda to tak: Czy rozmawiam z panią Xyz? - Tak. - Reprezentuję firmę ĄĘ i mamy do zaoferowania to i to. Pani Aniu, zgodzi się pani ze mną, że jest to jedyna i niepowtarzalna okazja blablabla.... W życiu zawodowym zachowują się tak niektórzy rodzice (!) i niestety coraz częściej uczniowie(!!). I znów nie chodzi mi tu o małe klasy, które mają lekcje z "panią Anią", zresztą oni w rozmowie nigdy by mi nie powiedzieli per "pani Aniu", tylko "proszę pani". Chodzi mi tu o starsze jednostki, głównie uczennice. No po prostu odrzuca mnie to. Ale może przeczulona jestem?

5) Beksa 

O byle co płacze. Wszystko wymusza płaczem. Co ciekawe, najczęściej jest to chłopak. To że czas płynie i on robi się coraz starszy (że niby dojrzalszy) nic nie zmienia. Jedynka ze sprawdzianu? Łzy. Trója na semestr? Płacz. Praca w parze z nielubianym kolegą? Ryk. Itd itp. Miałam kiedyś takiego ucznia. Nie mogłam się doczekać, aż skończy szkołę i pójdzie wreszcie w diabły, a uczyłam go przez 6 lat! Co semestr ten sam cyrk. Co semestr przed wystawieniem ocen chłopiec ów budził się,że chciałby je poprawić (a ja nie stosuję takiej praktyki - że ktoś cały semestr się opieprzał i wychodzi mu trója czy dwója i on dochodzi do wniosku, ze to za mało i wpada na pomysł, że nagle zrobi jakiś referat - z angielskiego w podstawówce??- czy projekt i dostanie ocenę o stopień wyższą) i płaczem i fochem próbował wymusić na mnie możliwość "zdawania" na lepszą ocenę. Niestety dla niego trafiał na ostrego przeciwnika, bo nic mnie tak nie rozsierdza, jak wymuszone łzy, które ktoś roni na własne życzenie, gdyż sumiennie na to pracował cały semestr.

6) Mr Grumpy

Jest to (znowu!) zwykle chłopiec. Zazwyczaj bardzo inteligentny, niemający problemów z nauką, ale za to emocjonalnie niedojrzały. Wiecznie obrażony na cały świat. Co komunikuje stale ściągniętymi brwiami i zaciętą miną. Biedak, wszyscy wokół niego są głupi i żyją tylko po to, żeby go drażnić. A program nauczania jest taki banalny, no urąga jego inteligencji. Dziś robimy Present Perfect? - Phi, jaki banał. A dziś passive voice? - Robiłem to już kilka lat temu... Dziś lekcja z subjunctive (tak ściemniam, bo wiadomo że nie ma tego w podstawówce) - Proszę pani, a kiedy zaczniemy uczyć się czegoś poważnego??
Kwestionuje wszelkie decyzje nauczyciela. Na lekcji o Halloween wszyscy się cieszą, ale on - "nie rozumiem po co to święto, przecież mamy polskie dziady..." (Choć tu muszę się z nim zgodzić).
"Denerwują mnie, nienawidzę ich!" - przez zaciśnięte zęby: to oczywiście o kolegach z klasy. Na przerwie krąży wokół nauczyciela z marsem na twarzy zerkając spode łba, czy ten go widzi i zapyta o co chodzi. Uwielbiam, no wprost niewysłowioną perwersyjną przyjemność sprawia mi ignorowanie go wtedy.
Jedynym skutecznym sposobem radzenia sobie z Mr Grumpym jest olewanie jego zachowań z góry na dół.

7) Piotruś

Na deser ostatni typ. Z góry przepraszam wszystkich Piotrków. Nie mam nic do tego imienia, a wręcz bardzo je lubię (mój mąż ma tak na imię). Ale nie wiem jak inaczej nazwać ten typ, a uczeń, który posłużył mi za inspirację, właśnie takie imię nosi i właściwie jego brzmienie dobrze pasuje do tej mazepy i mamlasa, którego chcę opisać. Najkrócej mówiąc, jest to dziecko, które nie osiągnęło dojrzałości szkolnej. Objawia się to rozmaitymi wkurzającymi zachowaniami. Np. wszyscy coś tam robią w książkach, a ten kończy układać monety w słupki i mimo ponagleń nauczyciela otwarcie książki ma głęboko w nosie. A gdy klasa przechodzi do kolejnej aktywności, Piotruś dopiero pyta co trzeba zrobić w książce... Albo na słowa nauczyciela, który już nie ma sił i mówi, że wpisuje mu minus za pracę na lekcji, ufnie i szczerze pyta: "dostałem plusa??" Gdy na koniec lekcji nauczyciel wymienia aktywnych uczniów i nagradza ich pieczątką, Piotruś zawsze przychodzi i podsuwa kartkę na pieczątki. Chociaż nigdy nie jest w wyróżnionej grupie... Na ławce jest wszystko: kanapki, strój na wf, klocki, ale książki do angielskiego tam nie uświadczysz. Zadanie nigdy nieodrobione. Gdy wchodzisz do klasy, pyta - to dziś mamy angielski? Potrafi przepłakać całą lekcję, bo na przerwie zgubił 10 groszy... Itd.

Podpowiedzcie mi, jaki typ mi umknął w tej klasyfikacji!

Komentarze

  1. Lubomir zrobił dla mnie pierścionek zaręczynowy i obrączki na ślub, że niby taki zakochany. Pierścień miał autentyczny sztuczny kamień oraz był obsypany złotym brokatem. W dzień ślubu dzieci przyniosły kwiatki z bibuły, a THE GROOM serce z czekoladkami Milka.
    Igor napisał wiersz - że nawet jakbym zapomniała o nim, to żebym i tak pamiętała.... :P
    Możesz jeszcze opisać bardzo inteligentnego typka, który jest przy okazji wrednym, zimnym i wyrachowanym czarnym charakterem o czarnym sercu, naukę ma w głębokim poważaniu, tak samo jak i oceny i wisi mu, że mógłby mieć piątkę bez kiwnięcia palcem. Dla niego lekcja jest po to, by wyprowadzać nauczycieli z równowagi, brakuje tylko, żeby wyciągnął gazetę i oparł nogi na ławce. Dla niego szkoła to nikomu niepotrzebny wymysł. Albo taki, który wiecznie poprawia nauczyciela, czepia się słówek nie mając pojęcia na dany temat.
    Ja właśnie ogólnie bardzo lubię dzieci i większość moich uczniów. Mam niestety taką słabość, że zawsze znajdzie się taki, który jest moim ulubieńcem i czasami za dużo mu wybaczam ^^ Ale tylko wtedy, gdy czuję ze strony takiego malucha lojalność i szczerość. Jak tylko widzę, że chcę wykorzystać moją sympatię - traci swą pozycję blue-eyed boya. Wiem, że nie powinnam mieć ulubieńców i raczej staram się traktować wszystkie dzieci równo :) Kocham moich uczniów <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie tych dwóch miałam na myśli, gdy pisałam o koleżance z dwoma obściskiwaczami :) Zgadłaś!
      A co do czarnego charakteru, to nie wiem czy masz na myśli Krzysia czy Michałka (hehe) :) Faktycznie, zapomniałam o nich :)

      Usuń
  2. Trochę Krzysia, ale bardziej Michałka, bo Krzyś jest cierpiętnikiem skrzywdzonym przez los, okazuje wiele negatywnych emocji, natomiast Michałek ma wszystko gdzieś. Oszczędza nerwy i przejmowanie się na ważniejsze sprawy. Najwyżej wzruszy ramionami.
    A co do obściskiwaczy, to ja mam szczególne "szczęście".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to taki "zły dotyk" i molestowanie, tylko że w drugą stronę :)
      Trzeba by zrobić kampanię społeczną, żeby uświadomić ludzi: Zły dotyk ucznia boli całe życie :D

      Usuń
  3. ja bym dodała jeszcze typ NAUCZYCIELKA - czyli najlepiej wie co powinnam robić w danej sytuacji i oczywiście nie zawaha się o tym mnie poinformować Teksty typu "niech pani go przesadzi", "niech pani da mu minusa", itp. są na porządku dziennym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, o tak! jak mogłam zapomnieć o nauczycielce??? Na poczekaniu wymienię z kilka, które prowadzą lekcję razem ze mną!

      Usuń
  4. Co za piękny temat... :P

    Raz tylko dziecko przekroczyło moją granicę. Po moim "nie" Obściskiwacz (jak Ty go nazwałaś) standardowo był zdziwiony. Nie wchodziłam w argumenty. Powtórzyłam po prostu "nie życzę sobie tego" i problemu już później nie było.

    Moje "typy" są lekko inne. Trudniej jest mi się dogadać z osobami olewającymi wszystko i wszystkich, a wręcz niszczącymi rzeczy, atmosferę i relacje w grupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam szczęście, bo nie uczę takich osób ufff :)

      Usuń
  5. Swietny post:Dusmialam sie do lez

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja uwielbiam swoich uczniów (choć nie wszystkich), ale jak nie uwielbiać małych dzieci?? Może w szkole jest trochę inaczej... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja nigdzie nie napisałam, że nie lubię dzieci :)

      Usuń
  7. Rubello, widzę, że nowy rok rozpoczęłaś od wpisu lajfstajlowego :) to był chyba najostrzejszy wpis jaki u Ciebie czytałam! Znam wszystkie te typy, o których piszesz, mnie też niektóre z nich męczą, ale chyba jestem bardzo sentymentalna i mam słabość do dzieci, bo o żadnym z nich nie powiem, że mnie wkurza :) chociaż najbardziej działa mi na nerwy typ lizusa-natręta: taki, który najchętniej każdą przerwę, każdy dyżur spędzałby zadręczając mnie opowieściami o swoim życiu... Pół biedy jeśli jest to sympatyczne dziecko, które naprawdę lubię, niestety często trafiają się uczniowie, którzy nie mają nic ciekawego do powiedzenia, a sterczą przy biednym, wymęczonym, dyżurującym nauczycielu na każdej przerwie... nie na jednej, czy dwóch, tylko ciągle. a ja marzę, żeby mi dali święty spokój i odganiam ich pod byle pretekstem. Bo na stwierdzenie: "idź do kolegów, jestem zajęta" często nie mam odwagi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post lajfstajlowy z myślą m.in. o Tobie! :)
      Czy ostry? Może trochę kontrowersyjny, w końcu to takie niepedagogiczne przyznać, że nie wszystkie zachowania uczniów nam pasują...

      Usuń
  8. Bardo trafny wpis ;) na mnie dzieci nieraz wisiały, ale ja poklepuję i mówię "idź się bawić", podobnie z tymi co wystają (ja jednak mówię o uczniach z klas 1-3). Choć czasem mi ich szkoda, bo bywa że nie mają się z kim pobawić. Mnie irytują Ci, co na głos w czasie lekcji stwierdzają "nudę się", jestem wredna i zwykle staram się tym znudzonym i wszystko wiedzącym udowodnić, że wcale tacy super nie są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko słyszę od uczniów, że się nudzą, ale z drugiej strony nie muszą nic mówić, bo często to po prostu widać. Poza tym uczciwie przyznam, że na niektórych lekcjach w moim wykonaniu też bym się nudziła...
      Ale dogadywacze i ci, co pozjadali wszelkie rozumy też nie mają ze mną łatwego życia :)

      Usuń
  9. OJ, aż mnie rzuciło ścianę. Ja bym stworzyła parę takich modeli nauczycieli, którzy mnie uczyli angielskiego. Najbardziej nie lubiłam: przemądrzałych wszystkowiedzących Jenny czy Tomów (jakby nie mieli polskich imion). Już widzę jak wkładają mnie do którejś "szufladki" i tępią za to, że nie mam talentu do języków. Miałam tylko jednego super nauczyciela - naive speakera na kursie w Toronto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, klasyfikację nauczycieli też mam w planach, ale nie z punktu widzenia uczniów.
      I nie wiem czy zauważyłaś, ale nie klasyfikowałam uczniów ze względu na ich zdolności intelektualne.

      Usuń

Prześlij komentarz