"The Lion" - opowieść ruchowa po angielsku

Dziś kolejna relacja z mojej łączonej trzeciej klasy i ich dwóch godzin angielskiego naraz. Kolejna, ale i ostatnia, bo jutro dzieci wracają i od poniedziałku wszystko wraca do starego porządku.


Jeśli znacie książeczkę "We're going on a bear hunt" by Michael Rosen & Helen Oxenbury, to formuła lekcji, którą przeprowadziłam nie powinna być wam obca.
I "The Lion", i historyjka z powyższej książeczki to opowieści do rytmicznego recytowania, w których uczniowie powtarzają tekst po nauczycielu. Treść historyjki ilustrujemy ruchami, tak jak w metodzie TPR. Historyjkę o lwie wybrałam, gdyż początek nawiązuje do tego, co robiliśmy na lekcjach.






PRZEBIEG:

1) Rysuję na tablicy mapę, dzieci próbują zgadnąć, co widzą



2) Powoli opowiadam przebieg historyjki, aż do momentu w jaskini
3) Teraz dzieci włączają się do pokazywania, ale cały czas tylko ja opowiadam rytmicznie, a bardziej śmiałe dzieci powtarzają odgłosy
4) W końcu powtarzamy i pokazujemy rytmicznie
Dzieci miały w większości problem powtórzyć rytmicznie zdania typu he walks through the dark wood, więc nie wymagałam tego od nich, natomiast chciałam, aby każdy powtarzał wyrażenia typu Oh no!; the steep hill; gasp gasp etc. Dzieci same wprowadziły ciekawą modyfikację: na początku opowieści ustawiły się z tyłu klasy, podczas gdy ja stałam z przodu przy tablicy, aby pokazywać obrazki w kluczowych momentach. W miarę jak historyjka się rozwijała, one podchodziły coraz bliżej do mnie.
5) Dzieci zgadują, co kryje się w jaskini stojąc blisko mnie. "Zamieniam się" w lwa i gonię dzieci, a one biegną na koniec klasy. Po drodze opowiadamy (a raczej próbujemy, bo ekscytacja zabawą troszkę nam to uniemożliwiała) dalszą część historyjki - czyli to, co do tej pory, tylko w odwrotnej kolejności. Zawsze łapię i "zjadam" jakieś dziecko. Ale to był szał, mówię wam!!

Powtórzyliśmy wszystko ok. 3-4 razy i za każdym razem wychodziło to lepiej i dzieci były w stanie powtórzyć coraz więcej.
Jako follow-up poprosiłam dzieci, aby narysowały z pamięci mapę, oraz podpisały tyle obiektów, ile pamiętają. Mam nawet w domu dwie podarowane mapy, ale musicie mi wybaczyć - nie zamieszczę ich tu dzisiaj - tak strasznie nie chce mi się podnieść tyłka z sofy, żeby iść po nie do torebki i zrobić im zdjęcia... Przyedytuję ten post niedługo i wtedy uaktualnię zdjęciami map. 

Zainspirowała mnie książka:



Muszę chyba wysmażyć jakiś post o tym autorze - napisał kilka godnych uwagi książek dla nauczycieli. Ja mam w domu trzy.


Aktualizejszyn z dnia 20.05:

Załączam zdjęcia map. Ładuję je z komórki, wiec nie wiem czy się uda.



Komentarze

  1. O, już sobie wyobrażam lekcję i radochę dzieciaków! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Owszem, była niezła zabawa. W zwykłej klasie raczej bym się nie pokusiła o przeprowadzenie tego elementu, ale nas bylo tylko 11. Choć i tak pogwałciliśmy pełno zasad BHP :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki wielkie za inspirację. Mam zarówno "We're Going on a Bear Hunt", jak i "Storytelling with Children", ale nie wykorzystałam z tego w ten sposób. Bardzo mi się podoba ten pomysł. Zacznę na pewno od wprowadzenia trudniejszego słownictwa na początek :-). Radość dzieci to największy motywator.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz